|
Książka ta może ulegać aktualizacjom.
„PRZEKROCZYĆ WSZELKIE GRANICE”
JAROSŁAW ZIÓŁKOWSKI 2005
SPIS TREŚCI
Wprowadzenie.......................................................................................................................... 1.Jesteśmy niepowtarzalni.......................................................................................................... 2.Nadchodzi era miłości, jedności i wolności.............................................................................. 3.Podróż wgłąb siebie.............................................................................................................. 4.Przesłanie do Ciebie............................................................................................................... 5.Przebudzenie.......................................................................................................................... 6.Potęga naszego Umysłu.......................................................................................................... 7.Wielowymiarowy Wszechświat muzyką kosmiczną, geometrią przestrzeni............................... 8.Wolność od autorytetów........................................................................................................ 9.Pieśń kosmiczna z innych wymiarów.......................................................................................
WPROWADZENIE
W książce tej postaram się ukazać, jakże zadziwiający, magiczny jest wszechświat, a zarazem i my. Jakże mamy wielki wpływ na swoje życie. Właściwie główne przesłania tej książki to: „Myślą kreujemy świat”. Tworzymy nią siebie, swój wizerunek, otoczenie, zdarzenia, wszystko. „We wszystkim i w każdym jest piękno, jeden wielki cud”. Albowiem to, na czym się skupiamy, powołujemy do życia, wzmacniamy. „Prawdziwa wiedza tkwi tylko w Nas”. To, co mówią inni, wszelkie nauki religijne, prawdy mistrzów duchowych, wszelkich guru, nauczycieli to tylko z pozoru zrozumiała wiedza. To jedynie domysły, niepełne zrozumienie, pełne niepewności. Jedynie nasze doświadczenia, nasze życie jest wiedzą. Bo wiedza to nie tylko suche informacje, ale co za tym idzie czyny. Jeśli coś wiesz, to robisz, bo to czujesz. Prawdziwa wiedza czyli jedność na poziomie myśli, słowa i czynu. To po prostu życie. „Strach, lęk, rywalizacja, emocje, poniżanie siebie, czy innych już nie są Nam potrzebne”. Są one promowane w religiach, polityce, kulturze, w szkole, w pracy, niemal wszędzie. „Prawdziwym człowieczeństwem jest radość, miłość”. Cierpienie już nie jest Nam potrzebne. W ten sposób nic nie zdziałamy. Jedynie optymizm, pełnia radości i zabawy zainspirowana miłością może zanieść Nas na krańce wszelkich możliwości. Tak, więc w książce tej, po części w formie prozy, poezji, w większej części w formie pamiętnika ukazuję, jakże magiczna może stać się podróż wgłąb siebie. Podróż poza wielowymiarowy labirynt systemu zniewalającego ludzki umysł. Jakże wiele tajemnic można wówczas odkryć. W Nas są bowiem niesłychane skarby. Wtedy życie zaczyna szybko się zmieniać. Coraz szybciej i szybciej, jakby czas i przestrzeń przestały grać rolę. Już czas dmuchnąć w żagle i wyruszyć w wielką dal, magiczną, tajemniczą podróż!!!
ROZDZIAŁ PIERWSZY: JESTEŚMY NIEPOWTARZALNI
Kochani czytelnicy, kochani mieszkańcy tej Ziemi. Zrozumcie mnie proszę. Postarajcie się zrozumieć, jakie jest sedno tej książki. Czasem pewne słowa, zdania mogą wydawać się sprzeczne, ale to tylko pozory. Najważniejsze jest to, co niosą one w samej swej głębi. Po prostu poczujcie je. Może się zdawać niektórym z Was, że nie ma we mnie pokory. No cóż, jedna wielka wyniosłość. No, bo uważam, że nie ma rzeczy niemożliwych. No, bo uznaję się za twórcę swojej rzeczywistości, za istotę nieograniczenie wspaniałą. Wszędzie widzę w sobie wielkie możliwości. No cóż, tak jak o sobie myślisz, takim się stajesz. To myślą malujesz siebie, cały swój świat. Jesteście często nauczani, że potrzebna jest wielka pokora: „Wiem, że nic nie wiem”. Jednak to nie o to chodzi. Tak naprawdę to my wszyscy jesteśmy wspaniali, to my wszyscy jesteśmy wielcy. Nawet nie wiecie, jak bardzo. Macie w sobie możliwości miliardy razy większe, zagłuszono je tylko. Wybito je Wam z pamięci. Możecie mieć często wrażenie, że lęk, strach są nieodzownym czynnikiem, by sobie radzić w życiu, by omijać to, co jest zagrożeniem. Wszędzie niemal proponuje się Wam emocje, strach. Tą jedną wielką adrenalinę promuje się w kinach, w telewizji, w rywalizacji sportowej, religiach, niemalże wszędzie. W wyniku tego wasze umysły są przepełnione obrazami przemocy, gwałtu, cierpienia. Nawet nie zdajecie sobie wtedy sprawy, że obrazy, które macie w swoim umyśle, że myśli, które wirują w waszych głowach są projektem, planem, szkieletem waszego życia. Myśli przecież realizują się. Myślami tworzymy rzeczywistość. Z jednej strony chcecie, by nie było cierpienia, przemocy, a sami rozkoszujecie się tym, nie zdając sobie nawet z tego sprawy. Być może, aż tak jest otępiony umysł. Czas się obudzić. Zrozumcie mnie proszę. Tylko piękne obrazy, harmonia utrzymywana w umyśle może coś zdziałać. Bo to od myśli wszystko się zaczyna. Najpierw projekt, później kreacja. Lęk, strach, emocje, poniżenie, uznanie innych za bogów, mistrzów, a siebie za pokornego człowieka, nic nie daje. Choćbyś nie wiem, jaką wiedzę otrzymał od mistrza, nauczyciela, czy guru, i tak będziesz stał niemal w miejscu. Może Ci się wtedy wydawać, że wiesz już tak dużo, ale co z tego, skoro nie stosujesz tego w życiu, skoro nie czujesz tego całym sobą. Nie chodzi o to, co wiesz, ale o to, co czujesz w całej swej pełni, co wypływa z Twoich doświadczeń. Bo tak naprawdę, to Ty jesteś świetny, to Ty jesteś wspaniały, wielki. To Ty jesteś swoim nauczycielem. To twoje życie jest wielką księgą wiedzy, i to nie wiedzy suchej, w której nic nie jest pewne, ale wiedzy, którą jesteś, czujesz. Bo tak, gdy wciąż szukasz nauczycieli, liczysz od nich na wtajemniczenia, na wiedzę, do niczego nie dojdziesz. Na co Ci wiedza innych, na co Ci wiedza mistrzów duchowych, Jezusa, Buddy, czy kogokolwiek innego. Na co Ci wiedza ukryta w Biblii, w tonach świętych ksiąg, skoro te doświadczenia należą do innych, nie do Ciebie? Wiedza choćby nie wiem, jaka by była, przekazywana Tobie od kogoś jest tylko domysłem, zniekształceniem. To tylko Twoje doświadczenia, Twoje życie możesz w pełni zrozumieć. To stąd wypływa prawdziwa wiedza, od siebie. Już wtedy nie powiesz: „Wiem, że nic nie wiem”. Bo Ty tą wiedzą jesteś. To w Tobie jest ten wielki magiczny świat. Czyż nie mówiono Ci, że jesteś dzieckiem Boga? Czyż jeszcze nie zrozumiałeś tego przesłania, że to Ty jesteś Bogiem? My wszyscy jesteśmy Bogami, a ściślej mówiąc jednym Bogiem, bo stanowimy jedną wspólną świadomość. To stąd jest ten jeden Bóg. Nie ma między nami różnic w kwestii, kim jesteśmy, a jedynie w sposobie kreacji siebie, świata. Zrozumcie mnie proszę. My wszyscy mamy potężne możliwości. Powołujemy do życia zdarzenia, rzeczy, które utrzymujemy w umyśle. Myślą kreujemy świat, wizerunek siebie. To narzędzie, którym można dokonać wszystkiego. Nie ma granic. Ktoś powie, że gdyby tak było, to by nastał chaos. No tak. Wszechświat jest jednak tak doskonały, że dopóki będzie w Nas lęk, emocje, gniew, dopóty nie odnajdziemy w sobie tej wielkiej siły twórczej. Bo lęk, adrenalina, emocje to jeden wielki upust energii, siły, która jest przecież potrzebna, by kreować świat. Tak, tak. Natura jest doskonała. Ty też jesteś doskonały. W samej swej głębi. Bo cała ta otoczka tych emocji, wiedzy, które narzuca się Wam z zewnątrz to nie Wy. To tylko warstwa, pod którą Wy jesteście. A jesteście cudowni, Wy wszyscy. Bez względu na rasę, przekonania, cokolwiek. Pod tym wszystkim, kryje się wielka potęga, a zarazem miłość. Już czas, by we wszystkim odnajdywać piękno, harmonię, a nie przemoc i niesprawiedliwość. We wszystkim, w każdym człowieku, zdarzeniu kryje się cud. Jeśli tak spojrzymy na siebie, na świat, to równocześnie takim go będziemy stwarzać, kreować. Mogą Wam wkoło wmawiać, że nie mamy na nic wpływu. Nic z tych rzeczy. Mamy i to przeogromny. Wspólnymi siłami możemy stworzyć sobie taki świat, jaki tylko sobie zapragniemy. Nie ma granic. Jednak warunkiem jest to, jak myślimy, jak czujemy. Warunkiem jest odrzucenie wszystkiego, co jest równoznaczne z walką, przemocą, rywalizacją, lękiem, poniżaniem kogokolwiek. Albowiem my wszyscy jesteśmy wspaniali. Każdy jest wielkim talentem. Jedynie ten wielki system, matrix to zagłuszył. Czas odrzucić wszelkie źródła przemocy wobec innych, ale i siebie. Tak, więc koniec z religiami, które wmawiają Nam, że ktoś jest wielki, a my nie. Koniec z oglądaniem horrorów, przemocy, dramatów w telewizji, czy w kinie, z tym jednym wielkim zbiorowym utrzymywaniem w umyśle obrazów pełnych niezadowolenia i strachu. Koniec z rywalizacją w szkole, w sportach. To nonsens zadawać tyle bólu innym. To nonsens, by powoływać do życia tak wielu przegranych. Po cóż innych poniżać. Czyż nie ma czegoś bardziej kreatywnego, czegoś gdzie każdy by był wyróżniony? Nie lepszy, czy gorszy od innych. Po prostu inny, tak odmienny, że niepodlegający w ogóle kwestii porównania. Czy ogień jest lepszy od wody? Czy może woda? Zarówno jeden, jak i drugi żywioł są tak samo ważne. Podobnie my wszyscy jesteśmy tak samo ważni. Bo każdy ma odmienne talenty, możliwości. W czymś innym ma doświadczenie. Już nie musimy się sprzeczać o racje, nie musimy walczyć z innymi narodami, bo w jakim celu? Obrona bliźnich, swojego narodu to wymówka. Bliźnimi są po prostu wszyscy. Każda istota. Koniec z tą dziecinną zabawą w wojny, w ten patriotyzm. Patriotyzm to źródło podziałów na narody. Jest tylko jeden naród. My wszyscy nim jesteśmy. Nie ma już, o co walczyć. Nie ma, co już bronić czyjegoś życia, bo życie jest wieczne. Jeśli nadchodzi śmierć, to tylko śmierć ciała, Twojego ubranka. Więc nie musisz się bronić, nie musisz się bać. Największą „obroną” jest myślenie w pełni optymistyczne bez strachu i lęku. Bo to, o czym myślisz, to co utrzymujesz w umyśle, to kreujesz. Więc nic, nikt nie może Cię skrzywdzić. Bo tak myślisz. Bo tak kreujesz swój świat. Czy teraz rozumiesz mnie? Czy rozumiesz, jak bardzo ważne są myśli, nastawienie? To od Nas, bowiem wszystko się zaczyna. Możesz myślą zanosić się w różne zakątki Wszechświata. Możesz podróżować w czasie. Możesz kreować różne formy. Możesz robić wszystko. Miłością możesz dokonać wszystkiego. Bo w miłości jest ukojenie, błogość, w końcu jeden wielki spokój. Bo miłość do innych, do kamieni, kwiatów, zwierząt, Ziemi, wszelkich istot całego wszechświata, to miłość tak naprawdę skierowana do siebie. My wszyscy stanowimy jedność. Jesteśmy ze sobą powiązani. Gdy jedna cząstka, czy organ całego organizmu niedomaga, wówczas cały organizm w pewnym sensie niedomaga. Do każdego ten skutek dochodzi. Jesteśmy, bowiem jednym, tym jednym Bogiem, który siebie kreuje, stwarza, który bawi się i tańczy w rytm cudownej muzyki kosmicznej. Czas odnaleźć siebie. Czas odnaleźć swe korzenie, świetność, doskonałość. I skupić się tylko na tym, co chce się powołać do życia.
Jakże ważne jest to, o czym myślimy.
ROZDZIAŁ DRUGI: NADCHODZI ERA MIŁOŚCI, JEDNOŚCI I WOLNOŚCI
Czas płynie coraz szybciej. Spływają na naszą Ziemię coraz silniejsze energie. Jednym słowem nadchodzą nowe czasy. Z fragmentarycznego punktu widzenia może Nam się zdawać, że wkracza na ziemię coraz większy chaos. Jest coraz więcej kataklizmów, wypadków, walki o przeżycie. Padają fabryki, różne firmy, wszelkie źródła dochodów. Zwiększa się bezrobocie. Coraz mniej miejsc pracy. Jedzenie jest coraz bardziej zatrute, przetworzone. Powietrze, wody, ziemie ulegają skażeniu. Coraz więcej samobójstw. Ale czy naprawdę dzieje się coś złego? Tak może być jedynie z naszej perspektywy wąskiego spojrzenia na świat, narzucanego przez media, naukę, religię. Otwórzmy się na szerszy wachlarz świadomości. Wszystko, co się teraz dzieje, z perspektywy całości jest tak naprawdę wręcz czymś idealnym. Ktoś powie, no jakże, przecież w pracy jest okropnie, nie ma pieniędzy na podstawowe potrzeby materialne, ciągle jakieś choroby, a w dodatku coraz silniejsze kataklizmy. Z perspektywy jedności jest to jednak dla naszego dobra. Bo co jeszcze nam jest potrzebne, byśmy się w końcu przebudzili, obudzili do życia radosnego, szczęśliwego zgodnego z naszymi potrzebami, pragnieniami. Gdyby nie ten rozpad tak zestarzałej struktury formy pracy, nauki, wiary, wówczas dalej by było coś nie tak. Bo czy tak naprawdę lubisz swoją pracę, czy może tak naprawdę rozwala twoje zdrowie, w ogóle nie interesuje, a wręcz napawa nienawiścią. No cóż, robisz to z czystego przymusu. Jednym słowem walczysz z sobą, cierpisz. Nie możesz robić tego, co chcesz. A tu wyrzucają Ciebie z pracy. I jak na tę sytuację reagujesz? Jesteś zrozpaczony. Twój fragment rozumu podpowiada Ci, że jest to prawidłowa reakcja. No, ale z szerszej perspektywy jesteś wezwany w końcu do obrania pracy zgodnej z twoimi zainteresowaniami, aktualną ciekawością świata, z tym, co lubisz tak naprawdę robić, czego chcesz się nauczyć. Z pozycji lęku mógłbyś znów szukać jakiejkolwiek pracy, by mieć tylko pieniądze, by przeżyć. I w jakim celu tak się ograniczasz? Obudź się! Twoje lęki, jak i marzenia realizują się. To Ty tworzysz swoją przyszłość. Tak, więc zacznij myśleć o tym, co chcesz mieć, co chcesz przeżyć. Nie ograniczaj się. Nie lękaj się. Wszelki rozpad, jaki dokonuje się wokół Nas jest wielkim procesem oczyszczania naszego życia z wszelkich cierpień, niezadowolenia z życia, jakiejkolwiek formy walki z sobą, czy z kimś. Kurtyna się podnosi. Następują coraz większe anomalie, niby chaos, ale tak naprawdę proces uzdrawiania Ziemi i jej mieszkańców. Nie potrzebujesz już się znęcać nad sobą chodząc do pracy, której nie lubisz. System szkolny też już od wewnątrz upada. Dużo i w nim przemocy. Dzieciom nakazuje się to i tamto. Muszą uczyć się wbrew sobie. Często każe im się wkuwać całą gamę niepotrzebnych informacji. Często są one ciekawe i wręcz przydatne, jednak chodzi tu o samą formę przekazu tych informacji. W szkołach na lekcjach panuje zazwyczaj strach, lęk przed złymi ocenami, kazaniem rodziców. W jakim celu tak rozwalać życie dzieciom. One same, jak zechcą podążą do nauki w odpowiednim dla nich czasie i wybiorą to, czego chcą się uczyć. Wtedy to nauka wchodzi ze zwielokrotnioną siłą i nie ulega zapomnieniu. Jeśli nie przytępimy ich marzeń, pozwolimy im się spełniać, wówczas będą miały pracę i to w swoim fachu. Przecież każdy z Nas ma jakieś talenty, a teraźniejszy system wręcz je zagłusza, straszy, że jeśli nie będzie się miało wykształcenia, to również i pracy, a co za tym idzie pieniędzy. Ale takie nastawienie jest życiem wbrew sobie, walką. I czy tak musi być? Wszelkie choroby pojawiające się w naszym życiu to wynik nieharmonijnego życia, pełnego stresu, lęku, walki. Wszelkie epidemie, zarazy wręcz apelują by w końcu zatrzymać się i przypatrzyć się swojemu życiu. Czas w końcu pokochać siebie, nie robić nic wbrew sobie. To czas zwrócenia w końcu na siebie uwagi, czas korekty swojego życia, zwrócenia w końcu swych myśli ku marzeniom, a nie służenia jedynie innym. Bo skąd się biorą choroby, jak nie z przepracowania, walki, stresu. Czas uspokoić swój umysł, wytonować emocje. Nie trzeba zagłuszać nieprzyjemnego życia narkotykami, alkoholem, czy słodyczami i znów do niego wracać, w dodatku jeszcze cierpiąc z powodu trującego działania tej chemii. Tak jedynie dorabiasz sobie jeszcze więcej dolegliwości życiowych. Po prostu zmień swoje życie. Wycisz się. Odpowiedz sobie na pytanie, co chcesz robić w życiu i rób to. Życie to wynik, efekt twoich myśli. Wszystko niby się wali, następuje niby chaos. Jest to jednak proces oczyszczania całej planety. Nie ma już miejsca na strach, lęk, zastraszanie. Wszelkie systemy, które siały lęk, zastraszały, już powoli kończą swoją rolę. Były one Nam potrzebne, byśmy w końcu sobie uzmysłowili, że nie musimy cierpieć, walczyć ze sobą. W ten sposób jedynie unieprzyjemniamy sobie życie. Nowa era to czas odejścia od rywalizacji sportowej. Ileż tutaj walki ze sobą, emocji, dochodzenia do tego, kto jest lepszy. Każdy z Nas jest wspaniały i nie ma, co jednego nad drugim wywyższać. Walka jest też w systemie wychowawczym dziecka, w którym traktuje się je jako przedmiot, własność. Dziecko też jest istotą rozumną, nie mniej od rodziców. To dzieci światła, które mają niesłychane zdolności leczenia, uzdrawiania. Mają w sobie głęboką wiedzę, a my na nic im nie pozwalamy. Zagłuszamy ich naturę zakazami, nakazami wprowadzając w ich życie lęk. Mówimy im, co mają robić, a sami tego nie robimy. Walka tkwi również w systemach religijnych, gdzie zastrasza się Nas wiecznym potępieniem, szatanem. To już schyłek wszelkich guru, nauczycieli duchowych, którzy jak dotąd mówili Nam, co mamy robić by doznać szczęścia, zbawienia, oświecenia. Istoty te mogą być dla nas inspiracją, ale swymi słowami, swą mądrością nie wypełnią naszego życia. Słowa są tylko słowami. To pusta wiedza. Tak naprawdę mądrość, prawdziwe rozumienie wypływa z doświadczeń własnego życia. Wtedy to po prostu czujesz i zgodnie z tym postępujesz. A tak słuchając swych autorytetów religijnych, naśladując ich postępowanie, żyjąc tak jak napisane jest w świętych księgach, nie zrozumiesz do końca, o co chodzi, nie poczujesz tego i stąd będzie tkwiło w Tobie poczucie jakbyś postępował wbrew sobie. A gdybyś sam zaeksperymentował i odkrywał tajemnice życia, wówczas w końcu byś wiele istotnych spraw zrozumiał, a nie tylko w nie wierzył. To postępowanie zgodnie z sobą, ze swoją wiedzą, aktualnym rozumieniem rzeczywistości jest prawdziwym szczęściem. Jakże cudownie jest postępować jak się chce, oczywiście kierując się miłością w życiu. W końcu żyj podobnie jak natura, przyroda. Tak, jak cząstki elementarne tańcują w swoich przestrzeniach, tak jak gwiazdy, planety tańcują w przestrzeniach kosmicznych, tak i ty tańcuj. Ciesz się swoim życiem. Raduj się. Przypatrz się temu, co jest niezgodne z Tobą, co jest nieprzyjemne, co jest jakąkolwiek formą walki, przymusu i gdy nadejdzie odpowiedni moment, splot okoliczności dokonaj zmiany. Teraz wszechświat aż nawołuje do globalnej zmiany całej ludzkości. Chyba już się nie dziwisz, że jest coraz więcej katastrof, klęsk ekologicznych, że rozpadają się struktury społeczne, religijne, że potyka się nauka o nieścisłości, że dzieci coraz bardziej wołają o swoją wolność, coraz bardziej przeciwstawiając się takiej formie nauki. Wejście dzieci i nie tylko ich, w świat seksu, używek jest jedynie próbą osiągnięcia wolności, tutaj jeszcze złudnej. Bo co to za wolność. To jedynie przytłumienie, otępienie odbioru w swoim życiu niewoli. Chyba już się nie dziwisz, że coraz mniej miejsc pracy, że upadają różne firmy, zakłady. To nic złego. Ta szansa byś w końcu wziął się za siebie, byś w końcu podjął pracę sprawiającą Ci przyjemność i nie tylko. Kto powiedział, ze trzeba jej szukać na rynku pracy? Przecież samemu można podjąć działalność gospodarczą. Tylko troszkę odwagi. Nie musisz się bać o przeżycie. Jeśli zaufasz wszechświatu, poprosisz Go o Twoje marzenia, zgodne z Tobą, bez wydźwięku nietolerancji w stosunku do czegokolwiek, wówczas przyjdzie czas i tak się stanie. Tak, czy siak jesteś wieczny. Nie ma śmierci. Nie ulegaj jakimikolwiek formom zastraszania. Jedzenie niby coraz droższe, coraz bardziej przetworzone, coraz więcej w nim chemii, toksyn. A tak naprawdę no i co z tego? Kto powiedział, że trzeba dużo jeść? Nadmiar przyczynia się do wielu chorób. A może to nawoływanie wszechświata do tego abyś zaczął w końcu zwracać uwagę na to, co jesz? Nie zauważyłeś może takiej zależności, że im łatwiej strawne pokarmy spożywasz, to tym więcej witalnej energii w sobie masz? Okresy braku pożywienia możesz przecież potraktować jako formę postu oczyszczającego organizm ze złogów, trucizn, wręcz uzdrawiającego Cię z nieuleczalnych niby chorób, a zarazem uspokajającego Twój umysł. W końcu otwórz się. We Wszechświecie jest pełnia harmonii. Często tylko z perspektywy fragmentarycznej jest coś nie tak, ale z punktu widzenia całości to służy Tobie, jak i wszystkim. Wszystko, co się Tobie zdarza możesz traktować jako przygodę, zabawę. Już nie musimy grać męczenników, służących, patrzeć na życie z pozycji ofiary. Ten etap już się kończy. Wszystko jest cudowne, nawet rzeczy, sytuacje niby niechciane, nieprzyjemne. Gdy tylko coś widzisz z pozycji bólu, smutku, wnerwienia możesz w mgnieniu oka przestawić się na inne nastawienie, jakby zanurzyć się w innych częstotliwościach drgań tego zdarzenia i ujrzeć same pozytywne, korzystne cechy. W tym oto momencie możesz zobaczyć istny czar, pełnię magii, po prostu spojrzeć na sytuację jakbyś dopiero, co się narodził. A wszystko, co dotąd się zdarzyło, wiązało Ciebie, dokuczało nie miało już znaczenia. Tylko te magiczne zdarzenie i Ty. Jedno wielkie teraz. Od teraz życie jest dla Ciebie przyjemnością, zabawą pełną tajemnic.
ROZDZIAŁ TRZECI: PODRÓŻ WGŁĄB SIEBIE
W poprzedniej książce wspomniałem o niby dziwnym zbiegu okoliczności, kiedy to uzmysłowiłem sobie, iż warto by było skierować się ku ćwiczeniom qigong lecący żuraw, ku sztuce kreacji ruchów zgodnych z prawami wszechświata, które mają na celu doprowadzić ciało, organizm, ducha do pełnej równowagi z sobą i otoczeniem. W uproszczonej formie mówiąc, sztuka ta ma umożliwić nie tylko dojście do pełni zdrowia organizmu fizycznego poprzez udrożnienie kanałów energetycznych (meridianów), ale i do harmonii z sobą i otoczeniem. Ćwiczenia te, jak się dowiedziałem, mogą być narzędziem do osiągnięcia oświecenia, samospełnienia. Stąd mnie to tak zainteresowało.
KOMENTARZ
Jednak nie zdawałem sobie sprawy, przez pewien jeszcze określony czas, iż to też jest w pewnym sensie kontrola ludzkich umysłów. Wszelkie sztuki takie jak Tai chi, qigong i wszystkie im podobne, to system. Są tutaj mistrz i uczniowie. Ludzie zamiast odkrywać różne światy energii po swojemu, starają się robić tak jak inni, tak zwani wielcy mistrzowie. Próbują ich naśladować. Nie są sobą. Nie idą swoją drogą. Przez to daleko nie zachodzą. Gdy istnieje mistrz, wówczas pewna grupka ludzi, która za nim podąża, wkracza w duże ograniczenia. Nie może odkrywać po swojemu. No cóż, prawidłowe jest tylko to, co mówi mistrz. Jest to kontrola umiejętności ludzi, ich siły, mocy. Bo co by się stało, gdyby ludzie nie mieli swoich mistrzów? Gdyby zaczęli odkrywać świat po swojemu? No cóż, nie mieliby już żadnych granic. Potęga rosłaby w nich nieskończenie. Nagle mogliby dojść do wniosku, że wcale nie jest im potrzebna, ta droga na około. Iż to, co powodują te ćwiczenia, to po prostu skutek umysłu. To myśli leczą. Ćwiczenia są tylko oprawą. Co prawda piękną, jednak sprawiającą wrażenie, iż droga do osiągnięcia określonego celu, uzdrowienia, spokoju jest długa. Cały zestaw jakże trudnych ćwiczeń. Nauczyciel mówi, iż harmonię osiągniemy wtedy, kiedy opanujemy perfekcyjnie wszystkie te ćwiczenia. No tak, ale potrzebujemy na to wiele lat. Właśnie. A można przecież dokonać tego dosłownie w pięć minut. Po prostu wystarczy myśl i już momentalnie osiągamy to, co chcieliśmy osiągnąć. Wszystkie myśli się materializują. Gdy istnieje nauczyciel, guru, to, co można zrobić w pięć minut, ludzie zrobią w ciągu całego swojego życia. Mało tego, nie pojmą tego, tak jak rozumie to mistrz. Bo nie są nim. No cóż, słowa są tylko słowami.
A stało się to drugiego października 2003 roku. Pomyślałem sobie, że dzięki temu jeszcze lepiej zrozumiem siebie, jak i istotę wszechświata. Bo w gruncie rzeczy nasze wnętrze oraz cały ten wielowymiarowy wszechświat, przejawia się w tych samych prawach, jest jednym i tym samym. Bo cała ta przestrzeń kosmiczna jest zarówno zwinięta, jak i rozwinięta, stąd wszystko jest w nas. Stąd pomyślałem, że warto by było lecącym żurawiem zająć się, być może nawet poprowadzić w przyszłości zajęcia. W ten sposób można przecież poznać głębiej siebie i cały wszechświat, bo on jest z natury fraktalem. Znaczy to, iż ku coraz to mniejszym, jak i większym przestrzeniom są te same geometryczne kształty, struktury drgań przestrzeni, ten sam przejaw praw. No, ale jak natrafiłem na tę możliwość? A mianowicie pewnego razu nic nie jadłem. Piłem tylko soki. Można by było więc powiedzieć, iż podążałem sobie określoną czasoprzestrzenią. Organizm mój wchodził na coraz to wyższe drgania, częstotliwości. Po prostu uwrażliwiał się, oczyszczał. Podążał od drgań na poziomie dźwięku „do” poprzez „re” i kolejne coraz to wyższe dźwięki. Między dźwiękiem „mi” i „fa” natknąłem się na interwał, zakrzywienie czasoprzestrzeni. Dzięki mej otwartości na otoczenie i świadomości, że w czasie interwałów są duże możliwości, zauważyłem w pobliżu sąsiadującą czasoprzestrzeń, a w niej możliwość uprawiania lecącego żurawia . I właściwie od tej pory zacząłem poznawać tę formę ćwiczeń. Zgłębiałem ją początkowo teoretycznie, aż w końcu 28-go listopada 2003 roku zetknąłem się z książką Liu Zhongchuan'a, jednego z twórców tego stylu. Studiowałem w niej zawarte ćwiczenia. I tak zacząłem ćwiczyć.
28.11.2003 Ostatnio wzrasta we mnie chęć na pracę w ochronie środowiska. Coraz bardziej interesuję się ekologią, ochroną wód, podwodnymi badaniami nurkowymi i szkoleniami w tym zakresie. Wchodzę w niesłychany świat wiedzy przyrodniczej i płetwonurkowej. Jednak zastanawiam się, jakie jest naprawdę moje powołanie? Czymże ono jest? Czyż to nie prowadzenie badań tutaj i poza ciałem innych przestrzeni energetycznych, równoległych wymiarów? Czyż to nie jest odkrywanie nowych szlaków, dróg wśród przestrzeni, którymi nikt z ludzi nie podążył? No cóż. Dość dużą wiedzę mam. Jest ona głównie charakteru parapsychologicznego, ezoterycznego. Właściwie w tym czuję się ekspertem. Tak czy siak zauważam, iż możliwości pracy w ochronie środowiska są malutkie. Nie ma miejsc pracy. I czy to jest powód do niezadowolenia? Nie! Wszystko, co się dzieje w naszym życiu ma jakiś sens. Nawet niby najgorsze sytuacje z fragmentarycznego punktu widzenia, są dla Nas wielkim darem. Cokolwiek by w naszym życiu się działo jest ważną lekcją życiową. Myślę, iż nic nie dzieje się bez przyczyny. Takie są w istocie prawa wszechświata, w które wkomponowują się wszelkie elementy, istoty całej otaczającej Nas przestrzeni. Jest to "Wu wei", jak to sobie pomyślałem. To znaczyłoby, że dzieje się to, co ma się dziać, że właściwie nic na siłę nie warto robić. Jednak ludzie uparcie dążą do sukcesów, realizują swoje pragnienia, pożądania. Nie chcą ich stracić, a gdy tak się stanie, wpadają w depresyjny nastrój, bo to, co było wspaniałe już minęło. Może to być wszystko: koniec podróży wakacyjnej, rozłąka z ważną dla nas osobą, strata pracy, itp.. A tak naprawdę to tylko przejściowy aspekt rzeczywistości. Przecież można do tego podejść inaczej. Gdy określony cudowny etap naszego życia się kończy, to znaczy że jest wspaniale. Przecież kolejny będzie jeszcze lepszy. Gdy będziemy się do czegoś przywiązywać, czy to do miejsca, osoby, czy określonego poglądu, wówczas nieraz zderzymy się ze smutkiem, załamaniem emocjonalnym, niezadowoleniem. Wówczas wciąż będziemy powoływać się na istniejącą w naszym życiu niesprawiedliwość. Wszystko, co się zdarza w naszym życiu, wynika z naszych wcześniejszych myśli, przekonań, obaw, które w końcu się materializują. A zachodzi to zgodnie z prawem Wu wei. Energia w przestrzeni kosmicznej, a zarazem w Nas, płynie po nierównej drodze, załamuje się w określonych obszarach, interwałach. W miejscach tych, między dźwiękiem mi i fa oraz si i do, w wyniku zetknięcia się z innymi czasoprzestrzeniami, istnieje więcej możliwości, bo przecież pewien etap określonego przejawu rzeczywistości się skończył. Znaczy to, iż pojawia się otwarta przestrzeń na inne zdarzenia. Stąd te rozgałęzienia czasoprzestrzeni . W wyniku tego wszechświat, cała ogarniająca Nas przestrzeń, która drga różnymi częstotliwościami i tworzy przez to cudowne melodie kosmiczne, posiada strukturę drzewiastą. Wszelkie zjawiska, jakie zachodzą w przyrodzie, kosmosie, w naszych komórkach ciała, a nawet w naszych emocjach, myślach, a zarazem zdarzeniach, układają się w oktawy, a w odpowiednich interwałach zakreślają kręte drogi. I to właśnie tutaj można zauważyć te Wu wei. Dzieje się to, co ma się dziać. I trzeba na to przyzwolić. Zgodzić się na to i być wciąż otwartym na nowe możliwości. A przecież sukces, ten jedyny wymarzony cel, do którego tak często dążymy, i to po prostej drodze, niczego innego nie widząc, może przyczynić się do wielu rozczarowań, smutków, cierpień. I tak sobie myślę, że jeśli nie mogę znaleźć tej pracy w ochronie środowiska, to może mam się skupić na czymś istotniejszym dla mnie. Myślę, że może to być sprawka "wyższych" istot, ich pomocy, współpracy, wglądu w moje intencje. Bo w gruncie rzeczy jestem wciąż nastawiony, otwarty na ich pomoc.
KOMENTARZ
Jest to nic innego, jak tworzenie swojej rzeczywistości myślami przy współpracy z istotami z innych wymiarów energetycznych. One mają większy ogląd w skali czasu i przestrzeni. No cóż, stanowimy razem całość. Mamy jedynie złudzenie, że jesteśmy rozdzieleni, samotni. A tak przy odrobinie otwartości nagle pojawiają się „cuda”.
A jakże mają Nam pomóc, skoro nie jesteśmy otwarci na ich działanie. A może by tak zainwestować czas w poszukiwanie możliwości spełnienia się zawodowego w eksterioryzacji. A może okaże się, że będzie można było z kimś współpracować? Czasami a nawet często odstawiam tę możliwość na bok, bo nie widzę w tym być może szans, możliwości. No ale przecież zgodnie z numerologią jestem piątką urodzeniową z doskonałą kombinacją 3/1 - 22, co daje mi te szczególne możliwości. Ten energetyczny potencjał we mnie jest. Nawet wynikająca z podpisu liczba 9, która determinuje, kreśli przyszłość, za tym....
KOMENTARZ
9-tka to z jednej strony wielki myśliciel, mistyk, uzdrowiciel, mędrzec, ale z drugiej strony podróżnik w wielowymiarowym wszechświecie.
....przemawia. Sięgając zaś do księgi astrologii planetarnej, zwanej przeze mnie meteorologią kosmiczną, łatwo zauważyć me niby wyjątkowe przeznaczenie. Bo przecież ciało niebieskie zwane Chironem, które symbolizuje przewodnictwo duchowe...
KOMENTARZ
Teraz twierdzę, iż Chiron symbolizuje wyjście, wyłamanie się spod wszelkich struktur, systemów zniewalających nasze możliwości. A więc nie jakiś guru, mistrz duchowy, czy przewodnik, który ukazuje drogę do oświecenia, ale po prostu człowiek, który zachęca, motywuje do wyłamania się z ograniczeń systemu, wmawiającego, że musimy wciąż polegać na zewnętrznych autorytetach.
...jest w koniunkcji z moim Słońcem, które odpowiada za naszą tożsamość, poczucie kim się jest. Mało tego, ta konstelacja, Chiron ze Słońcem w czasie mojego urodzenia wzbudziły swe energie w czwartym domu, w znaku byka. A to przecież daje mi potencjalną możliwość osiągnięcia samoświadomości, nirwany, samadhi, spełnienia się duchowego, czy jak kto inaczej to nazwie.
KOMENTARZ
Czwarty dom astrologiczny z aktualnego mojego poziomu rozumienia rzeczywistości to wielowymiarowość wewnątrz Nas. Wszechświat nieograniczony czasem i przestrzenią. Możliwość podróży, dokąd się tylko zechce. To świadomość jedni z Architektem Wszechświatów.
Poza tym za moją potrzebę mistycznego, duchowego podejścia do życia odpowiada planeta Neptun, która tę duchowość symbolizuje i ją wzbudza. Planeta ta, będąc w czasie mojego urodzenia na ascendencie, który odpowiada za nasz sposób przejawiania się w tym życiu, determinuje mój pociąg do wiedzy duchowej oraz do przeżyć metafizycznych, mistycznych. No cóż, przecież to pierwsze sekundy naszych narodzin zapisują się w naszej pamięci determinując nasze zachowania. Jak na górze, tak i na dole. Rzeczywistość przejawia naturę fraktalową. Stąd to, co się dzieje w przestrzeni kosmicznej, dzieje się i w Nas. I to właśnie motywuje mnie do działania. No, ale jak to zorganizować. Mogę oczywiście na razie w innej dziedzinie pracować, ale tak czy siak, trzeba powoli przygotowywać grunt na nowe możliwości.
1.12.2003 I tak od czasu do czasu trochę ćwicząc qigong zastanawiam się nad sobą. Nad mym narodzeniem w tym życiu. Nad sensem różnych okoliczności, jakie przydarzyły się w moim życiu. Skąd się bierze moja izolacja od otoczenia? Dlaczego jestem taki zamknięty w sobie? Skąd mój otępiony słuch? Na pewno niedosłuch, jak i częste zamyślanie się w życiu są ze sobą nierozerwalne. Wszelkie aspekty naszych zachowań, nawyków, myśli przejawiają się na poziomie fizycznym w sposobie funkcjonowania naszego ciała. Wszelkie zaburzenia na poziomie astralnym i mentalnym konkretyzują się w choroby naszego organizmu. Mamy tu do czynienia z równoległością, równoczesnością czasoprzestrzeni. Różne aspekty danej rzeczywistości są jednym i tym samym. To, co się dzieje w kosmosie, w świecie atomowym, w naszych myślach i emocjach, tak samo dzieje się w naszym organizmie fizycznym. Są one ze sobą nierozerwalne. No cóż, jest to świat fraktalowy. Zastanawiam się, czy ten mój otępiony słuch wynika z mojego urodzenia się przez cesarskie cięcie? Nastąpiły wtedy poważne konsekwencje. Bo po narodzeniu leżałem nieprzytomny w inkubatorze. Pogrążony byłem w śpiączce. W zupełnie odmiennym stanie świadomości, w wyższym wymiarze energetycznym. Mało tego, na mnie przeprowadzono zaraz po urodzeniu reanimację. A więc już w pierwszych chwilach życia tutaj na Ziemi doznałem tzw. śmierci klinicznej. Byłem jak to się mówi po tamtej stronie A wiemy, że pierwsze sekundy i dni po narodzinach mają najbardziej decydujący wpływ na nasz charakter w dziecięcym jak i dorosłym życiu. I właśnie takie zdarzenie zdeterminowało mój pociąg do świata duchowego, mistycyzmu. To mój dom. Jest nim cały wszechświat, i to wielowymiarowy. To być może z tego powodu tak często zamykam się na ten zewnętrzny świat. Czy to nie wynika często z mego określania tutejszych dążeń ludzkich za mało istotne, stąd zamiast podążać za myślami rozmówców, pogrążam się w mym świecie, niby ważniejszych rzeczy, bardziej wartościowych, czy to szukając istoty różnych zjawisk, czy pogrążając się w duchowym Jestestwie? Myśląc, że to, co robią ludzie, to nic nie warte, sprawiam, że zamykam się na nich. To stąd mój przytępiony słuch. Być może tak musiało być, coś za coś. I tak często przybywają chwile, że chcę dawać ludziom miłość, coś wartościowego, ignorując przyziemne rzeczy, rozmowy, podarunki. No tak. Myślę kategoriami swoich wartości. Uważam, że wiedzę ezoteryczną, zrozumieniem istoty świata duchowego, a więc kładąc główny nacisk na umysł, mogę się przyczynić do poprawienia warunków we wszechświecie i tu na Ziemi. Myślę, iż tymi wartościowymi rozmyślaniami o sprawach duchowych, o istocie tego wszystkiego będę promieniował wzniosłą energią, wzbudzając w innych te energie, no, chociaż troszeczkę. Tak to istotne. No, ale spójrzmy na to jeszcze głębiej. Przecież pewne istoty z innych wymiarów, ukazują się ludziom po tzw. „śmierci" w sposób, jaki chcą ludzie, jakie mają wierzenia, poglądy. I tak chrześcijanom ukazują się jako aniołowie, Chrystus, wyznawcom buddyzmu jako Budda. Ludzie widzą to, co chcą widzieć. No cóż, subiektywny świat. Nawet po tej stronie. Bo we wszystkim można ujrzeć albo dobro, albo zło. To kwestia interpretacji rzeczywistości. Stąd uzmysławiam sobie ważność mówienia o pewnych sprawach będąc na poziomie poglądów określonych ludzi. Mogę pojawić się w kościele, świątyni, na ruchu Hare Kryszna i mówić o różnych sprawach dostosowując się do konstrukcji myślowej, dogmatycznej danej osoby. Warto rozmawiać z ludźmi i wzbudzać w nich iskierkę duchową. Trzeba jednak przestrzegać prawa tolerancji. Nikogo nie można do niczego namawiać. Ale można o tym mówić. Jednak trzeba uważać na ich poglądy, dopasowywać się do nich, ukazywać różne swoje wnioski. Muszę nauczyć kontaktować się z ludźmi, rozmawiać o tych sprawach na przybliżonym do nich poziomie, ale i o ich troskach, zainteresowaniach, bo w ten sposób można ich dowartościować, sprawić przyjemność. A tak w ogóle nie zdaję sobie z tego sprawy. Nie wnikam często w uczucia innych ludzi, lecz myślę o moich najważniejszych rzeczach. Trzeba być przecież w równowadze między świadomością siebie, swych zainteresowań duchowych i zainteresowań innych ludzi. Muszę się tego uczyć. W ten sposób mogę dojść do równowagi między energią umysłu, a energią serca, która jest u mnie taka często znikoma. Trzeba wzbudzić w sobie miłość. To jest istotne. A ma towarzyszka życia Marta, może mnie tego nauczyć. A przecież tak często chcę osiągnąć całkowitą wolność, która jednak w istocie mnie rozleniwia, a częste niby okowy, trudności w życiu motywują do studiowania nauk duchowych. Zdaję sobie sprawę, że będąc czy to w kościele, klasztorze, wśród ludzi określonego wyznania, światopoglądu, trzeba rozmawiać ich językiem, a zarazem mówić o swoich przemyśleniach, o tym jak ja myślę, albo raczej: „Zastanawiam się, jak tak naprawdę jest?” Bo w gruncie rzeczy wszelkie nasze wierzenia manifestują się nam jako subiektywny świat. Wszystko to energia, fale elektromagnetyczne, które skupiają się w bardziej gęstą materię zgodnie z energetycznym wzorcem naszych poglądów. Nasze wierzenia, przekonania są naczyniem, w którym energia przybiera określone kształty. I tak próbując wniknąć w siebie jeszcze głębiej, zadaję sobie pytania. Kim ja jestem? Skąd pochodzę? Moi rodzice mówili mi, że jestem, zupełnie odmienny, że właściwie pochodzę nie z tej planety. I tak jak pamiętam z opowiadań, przez dwa lata od moich urodzin miałem niespotykaną energię. Dzień i noc płakałem, nie dając swojej mamie ani chwili spokoju. Widocznie ciężko mi było do tych ziemskich warunków się przyzwyczaić. Potem przyszedł okres biegania, jak tylko stanąłem na nogach. Etap czołgania się na kolanach po ziemi ominąłem. Nie było wtedy mowy o spokojnym chodzeniu, tylko bieganie. Mało tego, wbiegałem na meble, drzwi, wszystko, nie zwracając uwagi na przeszkody. Stąd trzeba było mnie ciągle łapać. Zdaję sobie teraz sprawę, że to nie tylko wynik potężnej we mnie energii, ale i nieprzystosowania się do tak gęstej materii jak tutaj. Zachowywałem się tak, jakby wszelkie przeszkody można było przeniknąć. Później, gdy na początku szkoły średniej spotkałem się po raz pierwszy z parapsychologią, byłem przekonany, że jestem w stanie przechodzić przez ściany, lewitować, czytać w myślach. Byłem po prostu tego pewien. Jednak opór materii tutejszej nie pozwalał mi na to. Chociaż i tak zauważałem w sobie różne zdolności psychiczne, jak przewidywanie zdarzeń, sporadyczne świadome sny, czy oddzielanie się od ciała, widzenie aur ludzi, barwnej struktury energetycznej przestrzeni, aż po rzadkie czytanie w myślach. Dla mnie to było coś niesamowitego, pasjonującego. Jednak teraz zdaję sobie sprawę, że takie działania joginów, czy mistrzów, jak tworzenie różnych rzeczy z niczego, uzdrawianie, lewitowanie, chodzenie po wodzie samo w sobie nie jest dla mnie tak istotne, chyba, że czemuś służy, całości.
KOMENTARZ
Zdolności parapsychiczne, praca nad nimi, uczy wiary w siebie, w swe zdolności, ukazuje, iż są inne wymiary, energie, mobilizuje do zainteresowania się czymś więcej niż tylko fizyczną materią, ziemskimi przyjemnościami. Niby jest to według pewnych mistrzów duchowych czy religii magia egocentryczna, zła, bezwartościowa, bez celu, jednak jakże ważna. Wzbudza w Nas bowiem większe poczucie wartości, mocy. Jest to dla Nas ważne, byśmy w końcu zaczęli tworzyć swój świat, taki, jaki chcemy, bez cierpienia i smutku. Byśmy w końcu zrozumieli, że to swymi myślami, przekonaniami tworzymy rzeczywistość. Bo jaki sens ma cierpienie? Czyż nie lepiej cieszyć się i radować? Takim nastawieniem możemy przecież stworzyć fantastyczny świat pełen harmonii i euforii. Tak więc, przykładowo próba chodzenia po ogniu, materializacji jakiegoś przedmiotu, czy widzenia przez przeszkody, w głębi rzeczy ma na celu zrozumienie, że to my swym umysłem wpływamy na rzeczywistość, iż to tak naprawdę my stwarzamy swoje zdarzenia, sytuacje życiowe, w których bierzemy udział. No cóż, tak jak pomyślisz, tak się dzieje. Poza tym przecież, zdolności te mogą być wykorzystane do tworzenia niesamowitych planów, projektów, przedmiotów, światów, które wnoszą harmonię zarówno w Nas, jak i w całym Wszechświecie. By stworzyć naprawdę coś wielkiego, trzeba mieć naprawdę niezwykłe zdolności.
Pamiętam, że gdy byłem mały, tak bardzo chciałem spotkać się z istotami z innych wymiarów, z UFO. Czułem z nimi związek. Myślałem często, że jestem kolejnym Chrystusem, kolejnym wcieleniem Krishnamurtiego, nie tylko ze względu na podobieństwa w charakterze, ale i bardzo podobne kosmogramy astrologiczne, tzw. horoskopy. Czułem już, że muszę przekazać coś wartościowego ludziom. I tak dopatrywałem się różnych znaków, które by tę moją misję potwierdzały. Doskonała kombinacja 1/3 wartości samogłosek i spółgłosek moich imion wraz z liczbą 22 określająca mój cel, aktualne przeznaczenie, aspiracje potwierdzają ważność mojego pobytu na tej Ziemi. Potwierdzeniem na to są przecież i znaki astrologiczne, których część powyżej przedstawiłem. Tak, więc jest coś ważnego do wykonania, a właściwie do przekazania.
KOMENTARZ
Tradycyjna numerologia, czy astrologia mogłaby twierdzić, iż moje zadanie to zostać przewodnikiem duchowym, guru, jednak to nie o to chodzi. Ja jedynie mogę inspirować. Nie wyznaczam jakiegoś wzorca zachowania, który by "oświecił" ludzi, ukazał drogę do nirwany, nieba. Jestem być może po to, by ukazać, iż wszelkie systemy religijne, ale nie tylko, kreują z Nas rolę ofiary i kata. Bądźmy sobą. Żyjmy zgodnie ze swoją wiedzą, rozumieniem. Obudźmy swoje zdolności podróży w czasie i przestrzeni, tworzenia. Tak naprawdę nie ma granic. Są one jedynie wyznaczane przez tradycje, kulty, przekonania, guru, przewodników duchowych, autorytety naukowe, czy w ogóle jakiekolwiek. Moja misja być może to inspiracja ludzi do uwalniania się spod kontroli, manipulacji i osiągnięcie wolności, która tkwi w Nas. To inspiracja do sięgnięcia swym umysłem poza ten trójwymiarowy świat.
Myślę, iż świat energetyczny liczb, przestrzeni kosmicznych oraz świat naszych zdarzeń to jedno i to samo. Jak w górze, tak i na dole. Jest to jakby równoległość, równoczesność czasoprzestrzeni. I żeby poznać siebie lepiej można na przykład zgłębić tajniki przesłania, znaczenia określonych układów ciał niebieskich, wirujących w przestrzeni kosmicznej, czy rozkładu energetycznych liczb w dacie urodzenia, imionach, czy gdziekolwiek. Albowiem właściwie wszelkie zdarzenia, przedmioty mają jakąś swoją liczbę, wibrację wynikającą na przykład z sumowania wartości liter. Zaś określone obliczenia matematyczne umożliwiają przewidywanie, rozeznanie sedna określonych zdarzeń. Zdaję sobie sprawę, że dysponuję ogromną energią, wynikającą z występowania w moim portrecie numerologicznym mnóstwa jedynek oraz liczby mistrzowskiej mojego wnętrza 55. Wielu numerologów nie uznaje tej liczby, jako że jest ona za silna i przejawia się w zbyt subtelnych energiach. A ja jestem z natury bardzo wrażliwy. I to właśnie z tego powodu tak często absorbuję się w jakieś wielkie, idealistyczne cele, ale i nie tylko. Wiem, że ode mnie zależy, czy podążę ku sławie, karierze, czy ku okultyzmie, osiągnięciu spełnienia duchowego. Materia, czy duch? To ode mnie zależy. Zdaję sobie sprawę, że wszystko, co widzę, tak w to się wchłaniam, jakbym tym był. Numerologia, jak i astrologia mówią, że mogę właściwie wszystko zrealizować, dosłownie wszystko. Mogę osiągnąć najwyższe stanowisko w ochronie środowiska, mogę zostać specjalistą w nurkowaniu zawodowym, instruktorem wspinaczki skałkowej, zawodowym długodystansowym biegaczem podbijającym wszelkie rekordy. Stąd sobie pomyślałem, iż jeśli w moim potencjale jest możliwość dokonania wszelkich niemożliwych rzeczy, to czemuż by nie doznać samoświadomości i ulecieć w wielowymiarowy fantastyczny wszechświat kosmicznych energii. Bo jeśli jest wybór, to trzeba wybrać to, co jest najlepsze, najbardziej wartościowe. Dla mnie życie po cielesnej "śmierci" to normalne realia, w których właściwie ze wszystkich rzeczy jestem najbardziej obeznany. Stąd myślę, że warto by było wybrać drogę duchową. Bo sięgając w świat energetyczny liczb, uwzględniając tym razem swoje warunki urodzenia, wychowania, narodzenia w Polsce trzeba sięgnąć po nowy inny system numerologiczny, który bierze po uwagę znaczenie, wartość numerologiczną liter narodowych Polski. Tutaj kombinacja cyfrowa samogłosek i spółgłosek moich wszystkich imion i nazwiska się zmienia. Wynosi 9/3. A więc wskazuje na możliwości wykorzystania swych parapsychologiczno-duchowych uzdolnień, aspiracji i wiedzy w działalności zawodowej, a więc spełnienie się w społeczeństwie. Wnikając zaś w wibracje mojego podpisu, którym siebie kreuję można ku memu zdziwieniu ujrzeć niesłychane silne i subtelne wibracje. Są nimi mistrzowskie liczby 22 i 44, które w sumie dają cyfrę 66. Według kabalistycznej numerologii liczba ta symbolizuje Chrystusa. Tak, więc aż takie są moje aspiracje? Bo w gruncie rzeczy jakoś często siebie widzę jako Mesjasza, który...
KOMENTARZ
Myślę, że ten okres kreacji siebie w jak najlepszym świetle, był czasem budowania wszechpotężnego poczucia olbrzymiej wartości i pewności siebie. Być może są ku temu podstawy, jak pochodzenie z innych wymiarów. Bo szczerze mówiąc traktuję tę Ziemię jako przystanek w wielowymiarowej podróży po wszechświecie. Dlatego być może tak duża pewność siebie i mniemanie pochodzi ze zetknięcia się z ludźmi, uwięzionymi w tej zawężonej czasoprzestrzeni w zapomnieniu o swojej potędze i kosmicznym pochodzeniu.
... ma przebudzić ludzkość.
KOMENTARZ
Aktualnie myślę, iż jestem jednym z, wielu, którzy tu przybyli, by przekazać zagubioną wiedzę o wielowymiarowości. Jakoś ludzie zapomnieli o swoich nieograniczonych zdolnościach podróży w czasie i umiejętnościach tworzenia rzeczywistości. Nadszedł czas przebudzenia, ujrzenia siebie w szerszej perspektywie, a nie ograniczania się jedynie do bogactw trójwymiarowej materii. Bo to już jest jedną wielką niewolą. Każdy z Nas jest wszechpotężną istotą nie gorszą, nie lepszą od Jezusa, Kryszny, Buddy, czy kogokolwiek. Obudźmy się!!!
W układach kosmicznych ciał niebieskich, w zestawieniu energii liczbowych możemy ujrzeć siebie, takimi, jakimi siebie widzimy i jak inni nas widzą. Cała, bowiem galaktyczna przestrzeń z pewnej perspektywy jest zwinięta w malutką przestrzeń, a więc jest w nas. Dodając do tej liczby 66, liczbę mego urodzenia można ujrzeć moją przyszłość, spełnienie. Jest nią liczba 17, która oznacza odnalezienie prawdy, misję, przebudzenie, możliwość spoglądania ponad granice, poznanie wszystkich wysokości i nizin oraz oczekiwanie tamtego świata. Zdaję sobie sprawę, iż różni „przywódcy duchowi”, Jezus, Krishnamurti byli takimi istotami jak my, tylko, że przebudzonymi. Jakże my lubimy wyolbrzymiać ich wielkie cechy, zapominając, iż my jesteśmy do nich podobni. Oni też jak my stykają się z różnymi problemami życiowymi, korzystają z różnych przyjemności. Po prostu kroczą sobie przez ten świat i chcą nam coś przekazać, pewne aspekty duchowe rzeczywistości. Jednak my odrzucając, czy to świadomie czy nie, ich "negatywne" cechy charakteru, które na wielkie istoty według nas nie przystają, idealizujemy je, wznosimy na wyżyny duchowe i budujemy im świątynie, kościoły. Tworzymy religie, obrzędy, rytuały. Składamy im dary, pokłony. Przecież my wszyscy jesteśmy wspaniali, a niektórzy z nas sobie kroczą przez różne wymiary, planety, aspekty rzeczywistości i próbują nam coś istotnego przekazać, jakieś prawa kosmiczne, pewną wiedzę duchową i wcale nie potrzebują tego wielkiego ceremoniału. I tak studiując mój portret numerologiczny i astrologiczny można by było zauważyć, iż mam ważną robotę do wykonania. Zdaję sobie sprawę, że jeśli będę w tym kierunku podążał, wówczas będę miał poczucie zrealizowania się w tym wymiarze. Jest jednak pewna sprawa. Gdy z jakimś aspektem rzeczywistości się zetknę, tak mogę się weń zaangażować, że zapominam o pozostałych rzeczach, zbaczając w ten sposób z wcześniej wytyczonej drogi.
KOMENTARZ
A wielu z Nas, którzy przybywają z innych wymiarów wpadają w sidła zapomnienia na skutek zaangażowania się w trójwymiarowym życiu.
Pamiętam jak dotąd wahałem się między duchowością, okultyzmem, mistycyzmem, a karierą za granicą, podróżami ekstremalnymi, wspinaczką wysokogórską, nurkowaniem. Tylko to, albo to.
KOMENTARZ
Być może jedną z przyczyn pisania tej książki jest próba ustabilizowania się w tej wytyczonej drodze do wielowymiarowości i nie zbaczania z tego szlaku. Jest to jak jedna wielka afirmacja, wizualizacja, która pomaga mi nie zbaczać z drogi.
Teraz wiem, że muszę duchowość i materializm zjednoczyć, a zarazem umysł i serce. Trzeba wniknąć w potrzeby, pragnienia osób, nie zapominając o ich poziomie świadomości, wierzeniach. Zdaję sobie teraz sprawę, że tutejszy poziom materialny, fizyczny, jest również tak istotny, ważny, jak wyższe poziomy energetyczne nazywane nieraz przez nas niebem, piekłem, czyśćcem, krainą duchów itd. Materia i duch, różne światy energetyczne, tzw. równoległe wymiary są różnym aspektem tej samej rzeczywistości. I właśnie chciałbym ludziom ujawnić pewne niesłychane prawa kosmiczne, duchowe, które drgają w wielowymiarowym wszechświecie. I tak sobie myślę, że qigong lecący żuraw może mi w tym pomóc. Właśnie zacząłem tę sztukę ćwiczyć, uczyć się, by pogrążyć się w doskonałej harmonii, równowadze z sobą i z wszechświatem. A więc nie tylko by być zdrowszym, ale i odnaleźć siebie, odpowiedzieć na pytanie, kim właściwie jestem i jakie jest w samej istocie me powołanie. Myślę, że warto uczyć ludzi tego stylu, a zarazem pisać książki. Mam nadzieję, że nauczę się oddzielać od ciała, by móc pokazać ludziom, jak bogaty jest świat, jakże zróżnicowany. Chciałbym by lęk przed „śmiercią”, przed "złem", utrapieniami ludzkimi roztopił się i rozpłynął w przestworzach i przemienił w ciekawość odkrywania innych rzeczywistości.
3.12.2003 I tak nagle po wczorajszym ćwiczeniu lecącego żurawia, poddałem się przez chwilę mantrowaniu imion boskich wziętych z Misji Czaitania. Później wgłębiłem się w świadomość siebie, zadając pytanie, "Kim ja jestem?". I stwierdziłem, że dociekanie sedna swej istoty jest o wiele lepsze. Wtedy nie tylko jest się świadomym swego wnętrza, iskry boskiej, ale i otoczenia. Nagle słyszę coraz lepiej. To nie żarty. To jest zapewne lepsze, bardziej wartościowe, niż mantry, które niby mają naszą naturę uwznioślić do natury boskiej. Zauważyłem, że to w pewnym sensie jest pogrążaniem się w świecie duchowym, mistycznym, jednak z pominięciem tego naturalnego świata. One nas odcinają od tutejszej rzeczywistości, określając ją jako samsara, koło wcieleń, zło, cierpienie. I kojąc się mantrami rozpływamy się w przestworzach, ale i zamykamy na tutejszą rzeczywistość. Jakoby nasze zmysły uwrażliwiają się wtedy na wyższe wymiary energetyczne, ale tak czy siak, wciąż tkwimy w iluzji naszych wyobrażeń wyższego świata. Malujemy go w postaci bóstw, Kryszny, różnych sług Boga. Tworzymy wtedy dalej niebo, choć w dużej mierze odmienne od chrześcijańskiego. Nie mówię wcale, że to złe, bo marzenia, wyobrażenia, iluzje mogą być przyjemne, ukoić nas, odratować od tego niby okropnego materialnego świata. Bo również według buddyzmu jest ono iluzją, ale i cierpieniem, że właściwie świat ten to wielka pułapka, która zadaje rany ludziom, że trzeba się stąd wyzwolić. I tak próbujemy naśladować Buddę i stosować różne praktyki medytacyjne, próbując stać się kimś innym, niż tym, kim się w istocie jest. To wielkie pomieszanie. Jak mamy się rozpłynąć swą świadomością po całym wielowymiarowym wszechświecie, skoro próbujemy naśladować Chrystusa, Buddę, czy inne „wcielenia” Boga? W ten sposób nie będziemy sobą i nie wnikniemy w istotę rzeczywistości, nie pogrążymy się w samoświadomości. A jednak nasze umysły są nafaszerowane przeróżnymi praktykami religijnymi, sposobami medytacji, i tak próbujemy kogoś naśladować, nie realizując w ogóle siebie. Każdy z nas przecież jest inny. Ma inne talenty, możliwości, cele. A tak ulegamy w pewnym sensie zmechanizowaniu przez różne konstrukcje religijne. Wcale ten świat nie jest złem, czymś okropnym. To tylko nasze życie niezgodne z prawami kosmicznymi do tego się przyczynia. A jednym z nich jest życie zgodnie ze sobą, z tym, co wiemy i czujemy. Żyjąc tu na Ziemi niezgodnie z naturą wielowymiarowej przestrzeni wciąż podlegamy rozczarowaniom, smutkom, niezadowoleniom, popadając często nawet w poważne choroby. I próbujemy o to oskarżyć ten materialny świat. Nadajemy mu cechy negatywne. A tak w istocie cierpienie nasze wynika z odcięcia się od swej natury, od bycia sobą, naszych myśli, które tworzą różne przekonania, przesądy, dogmaty. Naprawdę warto ujrzeć, że wszystko, co nam się zdarza, zarówno w tym wymiarze, jak i w innych, jest wynikiem naszego nastawienia, myśli, przekonań. Bo nawet nasze lęki materializują się w zdarzenia. Wszelka radość, jak i ból, smutek w przeróżnych zdarzeniach życiowych. to rezultat naszych przekonań. W istocie rzeczy to my decydujemy czy jesteśmy zadowoleni, czy nie. To niesłychane, iż ćwiczenie świadomości siebie, swych myśli, uczuć, zachowań wprowadzają mnie w odmienny stan świadomości, nieco poszerzonej. Zadawanie sobie pytania, kim się nie jest, pozwala na stopniowe odkrywanie swej prawdziwej istoty. Bo w gruncie rzeczy nie jesteśmy tym ciałem fizycznym, ani emocjami, ani myślami, bo gdy któreś z tych przejawów zaniknie, my dalej istniejemy i to w sposób ciągły, wieczny. I gdy sobie to uświadomimy, wówczas możemy poczuć pewną euforię, równoczesność odczuwania siebie i otaczającej nas przestrzeni. Właściwie w ćwiczeniu samoświadomości swych myśli, działań upatruję możliwość nauczenia się oddzielania od ciała fizycznego i odkrywania nowych wymiarów. A przecież Lecący Żuraw takim ćwiczeniem jest. Tak, więc wszelkie nasze niezadowolenia, rozpacz, ból, ale i euforia, radość, zadowolenie nie wynika z istoty zdarzeń, które nam się przydarzają, lecz z naszego nastawienia, naszych myśli, oczekiwań lub obaw. To czy czegoś chcemy, czy nie, nie ma żadnego znaczenia. Ważna jest myśl, wyobrażenie, które w końcu się materializuje. A gdy myślimy w ten sposób, że czegoś nie chcemy, gdy boimy się czegoś, wówczas i tak tworzymy takie zdarzenia, gdyż to nasze wyobrażenia kreują rzeczywistość. W książce "Szczęście jest w nas" wykazałem, iż nasze myśli, emocje, ale i wszelkie istoty, przedmioty, zjawiska, zdarzenia to fale elektromagnetyczne, drgania przestrzeni, które w określony sposób tworzą muzykę kosmiczną. I właśnie fale naszych myśli, emocji nakładają się na fale zdarzeń tworząc subiektywny odbiór rzeczywistości, albo inaczej mówiąc, kreując odmienną rzeczywistość. Czyż to nie Matrix? To my decydujemy czy będziemy zadowoleni, czy nie. Poza tym wyjaśniłem w niej, iż drgania wszelkiej przestrzeni wydają coraz to wyższe, albo coraz to niższe tony, tworząc w ten sposób oktawy, a wszelkie zjawiska w przyrodzie, jak i w kosmosie podlegają prawu oktaw. Stwierdziłem, iż w pewnym momencie wszelkie zjawiska, a nawet nasze dążenia natrafiają na dwa interwały między mi/fa oraz si/do. Iż to w tych miejscach jest załamanie czasoprzestrzeni, a zarazem dostęp do innych czasoprzestrzeni. I to właśnie stąd, gdy coś nam się nie udaje, nagle nie wychodzi, gdy grunt odsuwa się pod nogami, gdy tracimy oparcie w doktrynie religijnej, w bliskiej nam osobie, czy w czymkolwiek, natrafiamy na interwał, który w gruncie rzeczy jest rozgałęzieniem na wiele przyszłych możliwych dróg. I to od nas zależy, którą z nich podążymy. Czas przestać się rozżalać, rozpaczać nad stratą kogokolwiek, czegokolwiek. Czas skończyć ze smutkiem z powodu zakończenia się jakiejś przyjemności. Bo gdy będziemy próbowali coś zatrzymać i nie przyzwolimy na naturalne jego odejście, wówczas łatwo możemy pogrążyć się w cierpieniu. Po cóż rozpaczać, że coś się skończyło. Czas otworzyć oczy. Pojawiają się przed nami przecież nowe możliwości. Warto się na nie otworzyć. Jesteśmy przecież w interwale, w załamaniu czasoprzestrzeni. A są tu naprawdę olbrzymie możliwości, że względu na istne silne pokłady energii przypływających z sąsiadujących czasoprzestrzeni. Gdy właśnie pewne przekonania w nas pękają, dogmaty się walą i nie mamy nagle oparcia, nasze zmysły mogą się otworzyć na szerszą rzeczywistość, gdyż są pozbawione twardej skorupy różowych okularów. Próbując szerzej objąć naturę tworzących się zdarzeń w przyrodzie i kosmosie można zauważyć, iż wszystko, co się zdarza, układa się w misterną sieć czasoprzestrzeni, które tworzą w sumie strukturę drzewiastą. Można ją zauważyć we wszelkich przejawach rzeczywistości, w różnych wymiarach energetycznych. I właśnie umiejętność podążania tymi drogami, ścieżkami sprawia, iż jesteśmy szczęśliwi. Nieraz te ścieżki, kierunki zdarzeń zataczają wiry, spirale drgając na coraz to wyższych i niższych tonach. Tak oto tworzy się muzyka kosmiczna, a zarazem atomowa. Jest to nic innego jak przejaw zasad Tao. Bo przecież woda, wszelkie pierwiastki w niej zawarte, organizmy żywe nie podążają po prostej drodze. Omijają one wszelkie przeszkody, tworząc kręte drogi. To jest właśnie Wu wei. Niech dzieje się to, co ma się dziać. Niczego nie warto zatrzymywać na siłę. Jeśli coś się kończy, to się kończy. Nie ma, co się tak do tego przywiązywać. Jeśli coś istotnego, czy przyjemnego w naszym życiu znika z oczu, to czas z tym się rozstać i otworzyć się na nowe zdarzenia, możliwości, życiowe lekcje i zabawy. To jest, jak ruch wzdłuż zakrzywionych strumieni zdarzeń. W przyrodzie wszystko płynie po zakrzywionych torach. Przykładowo strumienie ze źródła łączą się w rzeki, które wpływają w coraz to większe cieki wodne, by w końcu wpaść do oceanu, czy morza. Mało tego, woda omijając kamienie, pnie, rośliny podwodne, wyspy i inne przeszkody, zatacza się w spirale, wiry. W ten sposób jest ona żywa i może oczyścić się z wszelkich zanieczyszczeń. Szerzej patrząc, jej ruchy w istocie kreują strukturę drzewiastą, zarówno w skali mikro, w pewnym zawężonym obszarze toni wodnej, jak i w skali makro, na szerszym obszarze tworząc na przykład rozgałęzioną sieć rzeczną. Wszystko, co w tej cieczy jest roztopione, wszystko, co w niej żyje, również podąża takimi zakrzywionymi drogami. Podobnie przecież jest z układem energetycznym naszego organizmu, w którym to umiejscowione są meridiany. Są to kanały energetyczne, które również tworzą taką strukturę. I nimi podąża sobie energia qi, nieraz zatacza się i ulega wirom w czakrach energetycznych, zarówno w tych większych, jak i mniejszych. Jest to jeden wielki ocean fal elektromagnetycznych, w którym tańcują energie. Są jednak również oceany i morza przejawiające się na wyższych poziomach energetycznych. Są to morza astralne pełne różnych namiętności, emocji i uczuć, jak i oceany mentalne nasycone całą gamą mieniących się myśli, idei, pomysłów. One to krążą po różnych obszarach na zasadzie rezonansu energetycznego, przyciągania i odpychania i również wpadają w wir różnych czakr, myślokształtów. Jest to jedna wielka drzewiasta sieć energetyczna, która przybiera wciąż coraz to nowsze kształty. Nawet w powietrzu materia sobie tak krąży i zatacza krzywe linie, łuki, spirale, wiry. A w niej są drobnoustroje, drobne żyjątka, martwa materia organiczna i nieorganiczna, różne cząsteczki powietrza. I tak parują oceany, morza, jeziora, rzeki. Para wodna to nic innego, jak kropelki wody, które unosząc się do góry, łączą się ze sobą i podobnie jak małe strumyki wpadają do większej rzeczki. I tak kropelki są coraz większe, a ich ciężar nie pozwala już na unoszenie się w powietrzu i w końcu spadają na ziemię jako duże krople deszczu, czy płatki śniegu. Taki jeden twór, który powstał z mniejszych drobinek. Czyż to nie struktura drzewiasta, czyż to nie ruch po spiralach, krętych drogach? Całe nasze życie jest taką strukturą. Z końcem każdego etapu w naszym życiu, otwierają się coraz to nowsze możliwości, których z biegiem czasu jest coraz więcej. Z jednej czasoprzestrzeni wyłaniają się różne warianty równoległych czasoprzestrzeni, możliwości i to od nas zależy, którą wybierzemy. Są to wybory szkół, w których zamierzamy się uczyć, wybór pracy, pasji, którą chcemy podążyć, partnera życiowego, przyjaciół. Właściwie w każdym momencie naszego życia istnieją wybory, co do wariancji, którą zamierzamy objąć. Tak, więc żeglujemy sobie po wielkim obszarze drgającej przestrzeni i nie ma co się nigdzie wciskać na siłę. Korzystajmy z tego, co nam los przyniesie, samemu również kreując ten świat. Chodzi mi o to, by nie przywiązywać się do idealnych projektów, marzeń, lecz korzystać w pełni radości z tego, co udało się na dany czas uzyskać. Tak, więc zwracajmy uwagę na swoje myśli i twórzmy optymistyczną przyszłość, zadawalając się równocześnie teraźniejszością. Cieszmy się z tego, co nam się przydarza, nawet wtedy, gdy są to nieprzyjemne, niechciane sytuacje. Z wszelkich momentów naszego życia możemy, bowiem wynieść informacje, lekcje, które przydają się w przyszłości. Może czasem wydawać się nam, że życie jest niesprawiedliwe, ale to przecież naszym nastawieniem, naszymi ukrytymi pragnieniami, przekonaniami tworzymy rzeczywistość. Mogłoby się wydawać, iż moje wczesne dzieciństwo na przykład było złe, bo tyle kłopotów, smutków. No, ale tak naprawdę, wcale tak nie jest. Wszystko, co mi się zdarzyło miało głęboki sens. Bez tych wcześniejszych zdarzeń, bez tych kłopotów z narodzinami, bez kłopotów w szkole podstawowej nie natrafiłbym na takie realia, z jakimi teraz mam do czynienia. Bo wszelkie ciosy w naszym życiu, choroby, problemy to interwały, a więc duże możliwości samorealizacji. Jest to Wu wei. Wcale to nie znaczy, iż interwały nie wyłaniają się również w zrównoważonych sytuacjach. Dzieje się to, co ma się dziać. Każdy z nas ma jakieś przeznaczenie, które sobie kreuje lub przyzwala z zewnątrz. Tworzymy je swoimi świadomymi i nieświadomymi pragnieniami, myślami. To stąd rodzimy się w takich warunkach, a nie w innych. To my przed narodzinami projektujemy sobie takie okoliczności, byśmy jak najlepiej mogli się spełnić, czy w końcu czegoś nauczyć. Nie ma, więc, co się denerwować, czy smucić, gdy coś nam nie dzieje się po myśli. Nic w przyrodzie, ani w naszym życiu nie dzieje się bez przyczyny. Wszystko służy nauce, doświadczaniu, poszerzaniu świadomości, choćby to były kataklizmy, wojny. One służą nam do przebudzenia się, do uświadomienia, że życie jedynie w tej materii, w oderwaniu od ducha, spokoju, medytacji, wielowymiarowości, miłości jest jednym wielkim brakiem satysfakcji. Tak, więc pojawiają się w naszym życiu choroby, różne wypadki, straty by zakomunikować, iż trzeba jednak coś w życiu zmienić, otworzyć się na świat naszego wnętrza, na wielowymiarowy wszechświat pełny niekończącej się ilości różnych istot kosmicznych o różnym stopniu inteligencji. Nie jesteśmy przecież w tym kosmosie sami. Jakże często lubimy działać na siłę i realizować jakiś ideał bez innych ewentualnych wariancji, przywiązując się do różnych naszych przekonań, pragnień, sytuacji. A gdy coś niby nie wyjdzie już panika, smutek, rozpacz. Przecież jest to, jak tworzenie pogłębionych, prostych kanałów wodnych z przepięknie krętej, meandrującej rzeki. W ten sposób ingerujemy w prawa natury, wszechświata. Przeciwstawiając się naturalnemu przepływowi wody, budując wały przeciwpowodziowe, tamy, myślimy, iż będziemy wtedy bezpieczni. No, ale zobaczmy. Lęk, strach, obawa przed powodzią powoduje, iż ona się materializuje. Podobnie w naszym życiu lęki się materializują. Niby się ubezpieczamy, jednak tak naprawdę, w ten sposób jeszcze bardziej pogrążamy się w niechcianych sytuacjach. Każda myśl, bowiem materializuje się, realizuje. Dlatego ważne jest zaufanie wszechświatu, myślenie optymistyczne. Tamy, które budujemy, prostowanie rzek przyczyniają się do powodzi. A tak, gdyby woda podążała swoją naturalną drogą, rozlewałaby się równomiernie na łąkach i w lasach. Tam naturalnie zostałaby wchłonięta i wykorzystana. Tak, więc przyroda, wszechświat nas chronią, jednak wtedy, kiedy na to przyzwolimy. Dlaczego tak ingerujemy w naturalny przebieg wody? Przecież wtedy woda ze wzmożoną siłą uderza w dolnych partiach koryta rzecznego w miasta, pola przyczyniając się do olbrzymich strat. To prosta droga kanałów rzecznych przyczynia się do przyspieszenia tempa przepływu wody. A to już wielka siła niszcząca. Analogicznie, dlaczego w swoim życiu nie pozwalamy na to, by pewne sprawy naturalnie odeszły? Zakończenie przyjemności, rozwód, strata mieszkania, przyjaciela, zachwianie poglądów, na wszystko to reagujemy zmartwieniem, samoudręką. Próbujemy na siłę zatrzymać czas. To fikcja. To jedno wielkie rozwalanie sobie życia. Przed Nami są przecież możliwości. Otwórzmy się, więcej optymizmu, życia! Nie, Nam często się wydaje, że zabezpieczanie się, próba zatrzymania kogoś, czy czegoś zadowoli Nas. Ale tak nie będzie, bo to niezgodne z prawami natury. W ten sposób ingerując w przyrodę, próbując zrobić coś lepiej, na przykład ochronić pola przed małymi, krótkotrwałymi zalewami, poprzez budowanie tam, prostowanie rzek, przyczyniamy się do śmierci wielu żywych stworzeń, zarówno flory jak i fauny, na lądzie tworząc miejscami pustynie i powodzie, jak i w wodzie tworząc zbyt przyspieszone tempo wody, nienaturalne dno wody. To właśnie w naturalnych meandrach, gdzie bujnie rozwija się roślinność, jest tak ogromna różnorodność żywych stworzeń. Podobnie jest w życiu. Gdy coś robimy na siłę, gdy obawiamy się różnych rzeczy, wówczas równolegle wszystko zaczyna się komplikować. Jeśli coś w życiu dzieje się niby nie tak, to trzeba to po prostu wykorzystać, bo na pewno to ma jakiś sens. Wszelkie zdarzenia, które w gruncie rzeczy My kreujemy, są dla Nas określoną lekcją życiową. Warto z nich wyciągać wnioski i wprowadzać je w życie. I tak wciąż staram się siebie zgłębić, coraz bardziej i bardziej. Zadaję sobie różne pytania. Pogrążam się w świecie myśli, z których wyciągam różne wnioski. Z tej magicznej krainy wyobraźni wypływają określone przemyślenia. Jednym z nich jest to, iż właściwie nie jesteśmy jednostkami oddzielnymi od natury. W gruncie rzeczy gdyby tak się zastanowić, cała istność stanowi jedność. Jesteśmy zjednoczeni jako jedna świadomość, kosmiczna energia, w której to drgają różne zdarzenia, zjawiska, w której to przejawiają się różne ciała, obiekty, przedmioty. One to wirują zgodnie z określonymi prawami wszechświata, drgając na przeróżnych częstotliwościach, tworząc w końcu przepiękną muzykę. Przestrzeń drgająca, wyłania ze swej przestrzeni przeróżne barwy, kształty, które zagęszczają się w myśli, emocje, zdarzenia, aż po ciała niebieskie, galaktyki i wszechświaty. Przeróżne przejawy rzeczywistości są ze sobą nierozerwalne, ściśle połączone. Jest ich nieskończenie wiele. I tak w tych różnych aspektach rzeczywistości można zobaczyć siebie. Przeróżne układy planetarne, liczbowe, światy barw są wyrazem Nas. Wszelkie nasze pragnienia, cele życiowe, potrzeby, talenty, sposoby zachowania się, przeszłość, teraźniejszość i przyszłość można zobaczyć w kosmicznych układach astrologicznych gwiezdnych przestrzeni kosmicznych, w matematycznym świecie liczb numerologii, w świecie barwnych aur wokół ciał, w sposobie ubierania się, rodzaju spożywanego pokarmu. Linie papilarne na dłoni to też jeden wielki mikroświat, w którym jest odzwierciedlone nasze życie. Budowa ciała, kształt głowy, oczu, rąk, nóg a właściwie wszystkiego, łącznie z uwzględnieniem sposobu poruszania się i okazywania swoich manier, to również jeden wielki aspekt naszego przejawu w tejże rzeczywistości. Same choroby każdej z części ciała, czy narządu odpowiadają za problemy w jakiejś dziedzinie życia. O naszych zainteresowaniach, potrzebach i problemach świadczy przestrzeń, w której mieszkamy. Jest to dom, rodzaj umiejscowionych w nim mebli, dekoracji, ich sposób i miejsce umiejscowienia. Jeden wielki świat feng shui. Również i przestrzeń na zewnątrz domu, w ogrodzie, w mieście, w lesie jest wyrazem Nas. Cała ta architektura, sposób ułożenia budynków, ulic, rodzaj i lokalizacja drzew, wszystko. Zaglądając z kolei do naszego charakteru pisma, tak więc wielkości liter, ich czytelności, nachylenia, kształtu, również możemy zgłębić siebie. Tak, więc gdziekolwiek byśmy spojrzeli, zwrócili uwagę, wszędzie to przejaw naszej istności. Jednym słowem stanowimy jedność z tym wszystkim. Jak w górze, tak i na dole. Mamy tu do czynienia z równoległością i równoczesnością przeróżnych czasoprzestrzeni. Cokolwiek byśmy robili, o czymkolwiek byśmy pomyśleli, wszystko to przetacza się na nieskończoną ilość różnych czasoprzestrzeni zgodnie z prawem rezonansu energetycznego. Stanowimy, więc jedność z całym wszechświatem. Każda nasza zmiana, na zasadzie rezonansu wywołuje niby bezwiednie zmiany w naszym mieszkaniu (feng shui), ciele fizycznym (np. linie papilarne, zdrowie), imionach, miejscu zamieszkania (zmiana energetyki numerologicznej), a nawet w świecie architektury kosmicznej (astrologia). To od Nas zaczyna się przemiana, która emanuje na nieskończone przestrzenie energetyczne. Wszelkie te struktury to emanacja naszych myśli, przekonań, nastawienia.
KOMENTARZ
Tak, więc czas zrezygnować z takiego podejścia, iż przykładowo planeta astrologiczna Saturn, czy liczba numerologiczna 4, zsyła ciężkie, katastroficzne życie, w którym wszystko przychodzi z trudem. Nie istnieją w samej swej istocie złe, czy nieharmonijne planety, liczby, nic. Każda z nich ma w sobie i „negatywne” i „pozytywne” wibracje. Dla Nas Saturn, czy czwórka może być przecież również jedyną, wielką cudowną możliwością zrealizowania się największego marzenia. Bo energetycznie odpowiadają za materializację naszych marzeń, myśli. Wszystko w końcu się spełnia. Jakże cudownie. Tak, więc dosłownie wszystko to, co widzisz wokół siebie, nie jest w samej istocie takie, jakie jest. To Ty tworzysz swoją rzeczywistość. To Ty jesteś twórcą!!!
Cała struktura energetyczna, bo wszystko jest mniej lub bardziej zagęszczoną energią, układa się w misterną całość zgodnie z prawem oktaw. Znaczy to, iż cały ten olbrzymi wszechświat stanowi strukturę drzewiastą. Mamy tu do czynienia z wielkim kosmicznym drzewem, i to wielowymiarowym, w którym to każde odgałęzienie to inny wymiar, przestrzeń o innej częstotliwości. Spójrzmy na to głębiej. Całe te kosmiczne drzewo, które z określonych miejsc jest widoczne jako wir (galaktyki, gwiazdy), jest sumą mniejszych struktur drzewiastych. No cóż, na głównym pniu drzewa usadowione są konary, niby mniejsze drzewka, na których umiejscowione są jeszcze mniejsze zwane gałęziami, aż po coraz drobniejsze odgałęzienia, które widać w żyłkach liści i tak w gruncie rzeczy jest w nieskończoność. Z drugiej strony te nasze kosmiczne drzewo jest cząstką większego wszechświata, a ten jeszcze większego. I tak w pewnych miejscach, zwanych interwałami, między nutkami mi/fa oraz si/do, można zauważyć rozgałęzienie na inne czasoprzestrzenie. To stąd taka struktura wszechświatów. Przejawia się ona w sposób fraktalowy. To stąd gdziekolwiek byśmy spojrzeli, zobaczymy siebie. I odwrotnie zagłębiając się w siebie, odnajdując w sobie iskrę boską, kosmiczną, którą w istocie jesteśmy, możemy poznać cały wszechświat. Wszystko, co Nas otacza, jest w istocie w Nas. Wszelkie te odgałęzienia, jak struktury gwiezdno-planetarne, numerologiczne, barwne, anatomiczne, przestrzenne (feng shui) są przejawem natury fraktolowej rzeczywistości, są sumą jeszcze mniejszych struktur drzewiastych, a one sumą jeszcze drobniejszych. Inaczej mówiąc wszelkie te dziedziny, aspekty rzeczywistości można podzielić na coraz to drobniejsze specjalizacje, które w gruncie rzeczy należą do tego największego drzewa, a więc w pewnym sensie Nas, bo w rzeczywistości poczucie naszego ja, istnienia, nie bierze się z materii, lecz z naszej świadomości, która przenika wszystko.
27.12.2003 I tak natknąłem się kilka dni temu na książki, które starają się ujawnić, odkryć prawdziwe nauki Jezusa, ich sedno, istotę. Bo w gruncie rzeczy zdaję sobie sprawę, że zostały one nie pełnie przedstawione, a co za tym idzie wykoślawione. To, co przeczytałem potwierdziło moje wcześniejsze przemyślenia, poszukiwania. Bo okazuje się, iż Jezus uczył Nas przede wszystkim tego, że nasze ciało jest świątynią, którą przenika Bóg, energia kosmiczna. I że warto by było wniknąć w siebie, odnaleźć swoje sedno, boską energię. Ponaglał, aby te świątynie, kościoły, obrazy, posągi przedstawiające Boga usunąć, by w końcu skierować się bezpośrednio ku swemu wnętrzu. Zachęcał do porzucenia wszelkich tych dogmatów, sekt, wierzeń, kazań kapłanów. Niestety te nauki, ewangelie gdzieś się zapodziały. A było ich naprawdę dużo. Podobno około 50-ciu. Podobno niektóre z nich się zachowały i są trzymane w tajemnicy w różnych miejscach świata. I są to między innymi nauki Jezusa o reinkarnacji, o miłości nie tylko do ludzi, ale i zwierząt. To stąd te jego zachęty do jedzenia pokarmów nieskażonych krwią, cierpieniem istot żywych, a więc do wegetarianizmu. Poza tym przedstawiał ludziom wiedzę o innych rzeczywistościach energetycznych. Starał się Nam wytłumaczyć, iż niebo jest w Nas. No cóż, inspirował się naukami pobieranymi w Tybecie w klasztorach buddyjskich, w Egipcie i w innych częściach świata. I co może być dziwne, nie zachęcał ludzi do naśladowania jego czynów, lecz ewentualnie do towarzyszenia. Jednak jego nauki zostały fragmentarycznie zinterpretowane przez władze kościoła, by odnieść z tego pewne korzyści w postaci pieniędzy, posiadłości a nawet kontroli nad umysłami ludzi. W imię religii uświęca się nienawiść, tortury, wojny, które przecież to kościół w przeszłości rozpętał. Czy tego nauczał Jezus? Władza kościelna stara się trzymać Nas, świadomie i nieświadomie w niewiedzy, z dala od poczucia wielowymiarowości przestrzeni. Zakodowała w Nas niskie poczucie wartości, byśmy czasem nie wyfrunęli i nie odkryli innych systemów i światów energetycznych. Wmówiła Nam konieczność cierpienia i ukryła wielkie możliwości poruszania po wszelkich wymiarach wszechświata. Ukryła przed Nami klucz do wielu tajemnic i przedstawiła bajkę, historyjkę, legendę zapisaną w Nowym Testamencie. No cóż, utrzymywanie niewiedzy wśród ludzi to niezła możliwość manipulacji nimi, uzyskiwania z ich energii w postaci strachu przed piekłem, diabłem. Wszelkie pokłony, modły są niezłym sposobem poniżania istot ludzkich, a co za tym idzie równolegle, kradzieży energii. Bo utrzymywany w tłumie lęk, poczucie niższości, marności, natury prochu, to nic innego, jak upust energii, którą żywią się inni. Tak oto z takim nastawieniem do życia człowiek, właściwie nie może zrobić prawie nic, a co dopiero odkryć całą gamę przefantastycznych światów energetycznych. Ludzie działają jak maszyny pozbawione indywidualności, samodzielnego wnioskowania. Mówi się Nam, że to jest złe, a to dobre. Czy przykładowo zabijanie lub potępianie ludzi innego wyznania jest dobre? Gdzie tolerancja, szacunek? Każdy z Nas jest przecież ważny. Czas więc pokochać siebie i innych. Trzeba jedynie przełamać strach przed nowym, zerwać ze starym, skostniałym poglądem na świat i wyruszyć w krainę nowych możliwości. Czas przestać ulegać przekonaniu, iż inne religie, wiedza okultystyczna, ezoteryczna, parapsychologiczna to emanacja szatana, zła. To nic innego jak specjalny zabieg, taktyka utrzymywania ludzi w niewiedzy, w niemożności poznania, czy zrobienia czegokolwiek. Jeśli nie zaryzykujesz, będziesz się bał dokonać kroku naprzód, to wiadomo, że nic nowego nie odkryjesz. Strach, lęk przed innym, przed nieznanym to w gruncie rzeczy podleganie manipulacji. Traktowanie przez kościół, różne religie, innych poglądów, wierzeń, wiedzy jako zło i wypływająca z tego nastawienia nienawiść jest sprzeczna z naukami Jezusa. Bo on przecież zachęcał Nas do miłowania każdego. A tak wszczynane są wojny, osądy. Potępia się odmienne zdania, poglądy niezgodne z wierzeniami określonej grupy ludzi. Tak czy siak, każdy z Nas ma swój subiektywny obraz rzeczywistości. Na swój sposób koloryzuje rzeczywistość. A więc już tworzy. Każdy w danej rzeczy, zjawisku widzi coś innego. No cóż, to wynik nałożenia się fal naszych myśli, emocji na fale przenikających nas przestrzeni, zdarzeń. Warto zdać sobie sprawę, że nikt nas nie zbawi od jakichkolwiek konsekwencji naszych postępowań, czynów. Wszystko co robimy, ma jakiś określony skutek. Wszelkie nasze myśli, emocje, czyny, mają decydujący wpływ na przestrzeń, wzbudzając w niej określone drgania. I tak tworzą się w ten sposób nam różne warunki życiowe, różne zdarzenia. Czas przestać ulegać złudzeniu, że spowiedź czy jakieś inne zabiegi zwolnią Nas od konsekwencji popełnianych przez Nas czynów. Ten wymyślony przez władze sakrament zwalnia Nas jedynie od poczucia odpowiedzialności, od poczucia, że mamy jakiś wpływ na otaczającą rzeczywistość. Bo w istocie tworzymy ją nieustannie. No, ale nauki na temat prawa karmy też zostały przez kościół ukryte. Warto sobie uzmysłowić, iż jesteśmy twórcami rzeczywistości, iż kreujemy pojawiające się w życiu zdarzenia. Wystarczy się przecież rozejrzeć i otworzyć umysł. A ujrzymy wielką prawidłowość zachodzącą we wszechświecie. Jest to podstawowe prawo przyrody. Wszystko jest dziełem myśli. To z nich wypływają wszelkie formy przestrzeni, to z nich wyłania się tak zadziwiająca różnorodność przejawu życia. Myślą tworzymy rzeczywistość. Bo skąd niby pojawiły się te wszelkie budowle, maszyny, urządzenia, pojazdy w naszych cywilizacjach? Przecież najpierw zaistniała myśl, pomysł, projekt a potem rozwinął się przemysł, miasta, ogrody. Obrazy namalowane przez malarzy pierwotnie pojawiły się w ich umysłach. Zanim powstały jakiekolwiek rzeźby, musiała na początku pojawić się myśl. Filmy, książki, muzyka, przedmioty to wszystko dzieło umysłu. Również miasta, pola, łąki, na których uprawiamy rośliny, hodujemy zwierzęta są dziełem twórczych myśli. Mamy też wpływ na tworzenie się lasów, różnych zbiorników wodnych i innych ekosystemów. Ale nie tylko otaczającą Nas przestrzeń tworzymy, ale i nasze ciała, w których żyjemy. Wszelkie nieprawidłowości w naszym organizmie, niedomagania zdrowotne są wynikiem naszej twórczości, a nie jakiejś kary boskiej, czy splotu okoliczności. Ten, kto nie chce czegoś lub kogoś widzieć w swoim życiu, nie chce ujrzeć pewnej istoty rzeczy, możliwości pogarsza sobie wzrok. Ten, kto nie chce czegoś słuchać, zamyka się na otoczenie, tworzy sobie gorzej funkcjonujący narząd słuchu. Osoby uparte, twarde, mało elastyczne w swoich poglądach, czynach, samym swoim nastawieniem, myślami tworzą problemy zdrowotne związane ze stawami. Osoby niemające oparcia emocjonalnego w sobie, czujące niedosyt wsparcia od innych ludzi, będą miały kłopoty z kręgosłupem. Ten, kto nie będzie aktywnie korzystał z życia, będzie miał mniejszą wydolność płuc. Osoby obwiniające siebie za coś, zranią się, złamią sobie niby przez przypadek kość itp. Jak widać rzeczywistość naszej psychiki, myśli odzwierciedla się w świecie fizycznym, w budowie ciała, w którym żyjemy. Bo delikatność palców malarzy, rzeźbiarzy, dobry słuch muzyków, sprawnie funkcjonujący umysł naukowców, silne ciała robotników fizycznych, sportowców to wszystko dzieło naszej pracy, które wynika z naszych określonych dążności, a więc nakładania się myśli na przenikającą Nas rzeczywistość. Jakże cudowna równoległość czasoprzestrzeni. To nie przypadek, że jedne dziecko ma talent do tego, a inne do czegoś innego. To wynik jej pracy w poprzednich wcieleniach no i oczywiście w tym. Nasze warunki, w których się rodzi, kraj, bliscy są dziełem jego potrzeb, pragnień, przywiązań. A to wszystko dzieje się zgodnie z prawami fizyki. Bo gdyby nie było wcześniejszych naszych wcieleń, wówczas moglibyśmy uznać, że materia powstaje z niczego. A tak naprawdę jest to ciągły proces przemiany energii w materię i odwrotnie. Materia nie może powstać z niczego. Takie jest prawo zachowania energii we wszechświecie. I tak, tam gdzie nasze myśli podążają, tam i my podążamy. Przykładowo, gdy czegoś się boimy, lękamy, nie chcemy by coś się zdarzyło, i tak tam podążamy, kreując o tym charakterze zdarzenia. To, co sobie pomyślisz, to, jaki obraz utrzymujesz w umyśle, to się pojawi. No, ale chrześcijanie zwalają wszystko na Boga i diabła. Wszystko według nich jest dziełem tych dwóch istot. Jednej dobrej, a drugiej złej. I w ten sposób stajemy się bierni. A tak naprawdę za wszelkie zdarzenia w naszym życiu, dosłownie za wszystko, w dużej części my odpowiadamy. Nasze warunki życia, jak i umiejętności my tworzymy. I tak człowiek przywiązany do danego miejsca, będzie w nim tkwił niemal przez cały czas, a osoba lubująca się w podróżach, będzie miała tendencje do zmiany miejsca zamieszkania. Wszystko, co zdarza się w naszym życiu jest naszym dziełem. To my swym nastawieniem dostrajamy się do różnych rzeczywistości, a co za tym idzie nastawiamy się na wpływ określonych istot. W ten sposób tworzymy wielką zorganizowaną wielowymiarową grupę. To my mamy decydujący wpływ na swoją rzeczywistość, w której się przejawiamy. Jeśli komuś się nie podoba zawód, który wykonuje, czy miejsce, w którym przebywa, czy osoby, z którymi ma do czynienia, to tak naprawdę wynika to z jego wewnętrznego przekonania, że tak musi być, że na to zasługuje, czy inaczej po prostu być nie może. A wszelkie nasze marzenia, myśli w końcu się realizują, jednak wtedy, gdy na to przyzwolimy, gdy będziemy krok po kroku nad tym pracować. Bo przecież obraz, rzeźba, czy budynek nie powstanie sobie tak od razu. Jednak na pewno nie jedna osoba sobie pomyśli: „No jakże to w końcu jest, przecież ja nie chcę żeby tak było”. I w ten sposób podważają swym przekonaniem tak wielką siłę twórczą myśli. Uznają, iż i tak nie dzieje się to, co by chcieli. Jednak w gruncie rzeczy nie zdają sobie sprawy z faktu, iż ich obawy, lęki, przekonania są również projektami myślowymi kształtującymi ich obecne i przyszłe życie. Ja sam nieraz się dziwię jakże me myśli, marzenia tworzą me życie. Jeszcze nie dawno marzyłem o podróży do Norwegii. I co ciekawe, ta możliwość w końcu się pojawiła. Widzę w swych myślach, jak organizuję wyprawy w różne dziewicze tereny Ameryki Południowej, w tym w tereny górskie. No cóż, są tu niesamowite energie kosmiczne o wysokich częstotliwościach. Tutaj wrażliwość na inne wymiary się zwiększa. Jestem ciekaw, jakie będzie moje nowe miejsce zamieszkania. Na pewno gdzieś blisko natury, może wśród gór. Tam na pewno moje doznania metafizyczne ulegną nasileniu. Będzie można było wtedy gdzieś tutaj stworzyć ośrodek badań parapsychologicznych. Mam tu na myśli ośrodek badań innych wymiarów, rzeczywistości, czy to poprzez channeling, czy podróże poza ciałem. Te metody mogą przynieść masę ciekawych informacji, z których chciałbym tworzyć książki. Jestem ciekaw czy to wyjdzie?
17.02.2004 Coraz bardziej pogrążam się w wirze ćwiczeń qigong. Jeszcze wcześniej ćwiczyłem jeden do dwóch razy w tygodniu, a tu nagle od 1-go lutego dzień w dzień. Za każdym razem poznaję coraz bardziej sens każdego ruchu, każdej myśli wytworzonej podczas ćwiczeń. Mało tego, coraz lepiej czuję jak energia przepływa przeze mnie i ulega nagromadzeniu w ciele. Robi się na długi czas ciepło. Chce się nieraz wskoczyć do zimnej wody. Wszelkie zatory energetyczne, blokady w meridianach puszczają pod naporem harmonijnych wibracji. Jest to skutek określonych sekwencji ruchów. Co za zmiana. Zaczynam czuć w sobie dużą moc. Czyżby te ćwiczenia miały podobną moc do niejedzenia, czy przebywania na sokach? No cóż, one również są wykonywane celem kumulacji energii na poziomie pępka, trzeciej czakry od dołu, a więc interwału. Dzięki temu energia podąża ku górze, wzbudzając wyższe czakry na wyższe poziomy kwantowe. Jakaś siła mnie ciągnie do ćwiczeń lecącego żurawia w terenie, gdzie daje się zauważyć piękną scenerię przyrodniczą, i co za tym idzie jeszcze większą energię, siłę, harmonię...Przede mną morze, wzburzona woda z zadziwiającą grą fal, innym razem meandrująca rzeka wśród trzcinowisk, torfowisk, drzew i pagórków. Jedna wielka euforia. Podczas tych ćwiczeń, jak i po, inaczej postrzegam przyrodę. Nieodgadnione kształty, niesamowita geometria przestrzeni. Można teraz poczuć jej głębię, spójność i harmonię z otoczeniem. Cudownie się ćwiczy. Teraz wyraźnie widać, jak korzystnie wpływają na mnie energie podczas ćwiczeń na świeżym powietrzu. Tu energia jest jeszcze silniejsza, subtelniejsza. Rzeczywistość w tym krajobrazie przyrodniczym zaczyna stawać się magiczna. Zdaję sobie teraz sprawę, jak mało wcześniej widziałem. Przecież mój wzrok był doskonały, a tu jeszcze się poprawia. W tych ćwiczeniach widzę możliwości polepszenia się mojego słuchu, jak i innych narządów zmysłów. Wzbudzając tym tańcem wokół siebie harmonijne energie, zdaję sobie sprawę, jak to ważne jest dla poprawy warunków życia ludzi na Ziemi. W ten sposób zgodnie z prawem rezonansu pobudzam harmonijne drgania wśród innych istot. Teraz wiem, że ćwiczenie lecącego żurawia w grupie musi być bardzo dużą siłą oddziaływania. Harmonia w psychice, pobudzana przez charakterystyczne ruchy podobne do Żurawia, ma zapewne decydujący wpływ na osiągnięcie satysfakcji z życia. Bo myśli wtedy stają się spójne. Zaczyna klarować się to, czego się chce. Nowe powołanie, zadanie do wykonania w tym życiu, cel staje się jasny. W moich myślach pojawia się chęć odnalezienia jeszcze innego stylu qigong, który pomógłby mi, udoskonaliłby umiejętność podróżowania poza ciałem, eksplorowania innych wymiarów rzeczywistości. Zapewne lecący żuraw ułatwi mi oddzielanie się od ciała fizycznego. Jednak na pewno musi istnieć taki rodzaj qigong, który pobudzałby specjalne punkty, meridiany, czakramy odpowiadające za te umiejętności. Jeśli takiego stylu nie ma, to trzeba będzie taki stworzyć. Tak jak są ludzie, którzy energię qigong wykorzystują do walk, chodzenia po szkłach, łamania stalowych prętów głową, czy uzdrawiania, tak ja chciałbym wykorzystać tę energię do wielowymiarowych podróży w czasie i przestrzeni. Cudownie by było być inicjatorem odmiennego sposobu wykonywania eksterioryzacji świadomości poza ciało. Dotychczas spotkałem się z metodą synchronizacji półkul mózgowych za pomocą płyt i kaset z Instytutu Roberta Monroe'a. No cóż, specjalnymi dźwiękami można pobudzić różne stany świadomości, jednak jakże by było wspaniale, gdybyśmy się uwolnili od sprzętu elektronicznego i potrafili swobodnie w różnych warunkach oddzielać się od ciała.
18.02.2004 Niby dziwny zbieg okoliczności, harmonijne dogranie się równoległych partii rzeczywistości. Jest mój 11-sty numerologiczny rok. Możliwość rozwoju osobowości, wzniesienie swych ciał na wyższe pola energetyczne, a co za tym idzie, 13-sty miesiąc numerologiczny oraz 31-wszy dzień numerologiczny. A więc według nauk kabalistycznych, numerologicznych, przemiana osobowości: zmartwychwstanie do wyższych symfonii energetycznych. Jakby jednym słowem mówiąc, układ wibrujących liczb przemawia za możliwością wysokiego skoku kwantowego mej świadomości do rzeczywistości duchowej. Czy to przypadek, że dopiero trzeci raz wyszedłem na świeże powietrze w teren, aby ćwiczyć żurawia, a tu nagle spotkanie z towarzystwem Różokrzyża, Białego Bractwa, Zespołu Chrystusowego? Wielki interwał, tunel czasoprzestrzenny, wielka możliwość: lecący żuraw dostraja mnie do sytuacji najbardziej odpowiednich dla mego rozwoju duchowego. Wreszcie spotkałem się z ludźmi na poziomie, bo dotychczas byli to bioenergoterapeuci, radiesteci, numerolodzy, buddyści, członkowie Czaitanii, astrolodzy. A tu nagle te towarzystwo, które studiuje nauki okultystyczne i zajmuje się praktyczną przemianą siebie, transfiguracją, alchemią swej świadomości. Tak czy siak, od dziesięciu lat mam styk z tymi naukami wśród krewnych i bliższych znajomych. To stąd wypłynęła, przelała się na mnie wiedza teozoficzna, okultystyczna. Jednak nigdzie indziej nie mogłem znaleźć ludzi o podobnych zainteresowaniach. Czyżby to było efektem ćwiczeń qigong, że znalazłem teraz takich ludzi? Myślę, że tak. To one wywołują w mym ciele i polu energetycznym drgania, poprzez które łączę się z ludźmi dla mnie najbardziej odpowiednimi. Zaczyna być coraz bardziej ciekawie.
27.02.2004 Nie wiem, kiedy to się dokładnie stało, ale pryska jak bańka mydlana moje zamknięcie się na otoczenie. Podczas gdy wcześniej przez moje życie przeciągała się nieśmiałość w kontakcie z ludźmi, tak teraz jakoś to się zmienia. Zauważyłem, i to z pozytywnym zdziwieniem, że moja najsłabsza strona psychiki ulega transformacji. Tak jak wcześniej wśród ludzi, w ogóle nie miałem odwagi wypowiadać się na jakiś temat, bo zazwyczaj wtedy gdzieś błądziłem nieświadomie i świadomie myślami, tak teraz, gdy jest więcej ludzi, potrafię się wypowiadać i żartować. Po prostu zaczynam być sobą. Czyż to nie piękne? Ma izolacja, która była przyczyną częstych depresji, nagle gdzieś ulatuje. Pamiętam, jak kiedyś trudno mi było rozmawiać z osobą płci przeciwnej, ze względu na sporą dawkę nieśmiałości, a zarazem być może jakieś podświadome uprzedzenia. Jednak teraz jakoś to się zmienia. Dłuższa koncentracja na wyższych czakramach, w tym przede wszystkim serca, trzeciego oka i szczytu głowy podczas ćwiczeń lecącego żurawia sprawia, iż nagle zaczynam się czuć współobywatelem tej materialnej rzeczywistości. Ale zmiana. Myślę, że na pewno pociągnie za sobą uzdrowienie na poziomie cielesnym, a mianowicie poprawi mój słuch. Nie wiem jak to się dzieje, ale rozumienie nauk ezoterycznych, różokrzyżowców ogromnie wzrasta. Czuję w sobie coraz większy spokój. Coraz bardziej zgłębiam się w rzeczywistość. A, więc pojawia się to, za czym tak często się uganiam, a zarazem to, co jest spełnieniem mych marzeń, sensu życia. Zdaję sobie sprawę, iż qigong u każdego inaczej może zadziałać. Dokonuje on zmian na poziomie rozwoju danej osoby, transformuje jej psychikę, polepsza stan zdrowotny ciała i otwiera horyzonty na samorealizację jednostki zgodnie z jej przeznaczeniem.
5-12.03.2004 Jestem na obozie qigong. Wokół mnie góry Beskid Śląski. Stoję na styku trzech granic: Polski, Czech i Słowacji. Jest tutaj mnóstwo śniegu, jedna wielka kraina zimowa. Pierwszy raz widzę, aż tak duże ilości śniegu, i to w górach. Odbywają się tutaj medytacje, ćwiczenia ruchome i stojące lecącego żurawia. Wreszcie na własne oczy widzę prawidłowo wykonywany ten styl. Dużo trzeba wprowadzić korekt. Teraz to zupełnie inaczej wygląda. Ruchy są płynne, elastyczne, w wielkim stanie rozluźnienia i koncentracji. A do tego dochodzi ćwiczenie w dużej grupie ludzi. Wielka koncentracja energii, proces oczyszczania swego umysłu, emocji, a zarazem ciała. Są tu olbrzymie możliwości. Nagle poczucie jedności z ludźmi i naturą staje się realne. Jest cudownie. Okazuje się, że qigong to życie, to ciągłe sterowanie energią qi, praca nad nią zgodnie z sobą i z otoczeniem. To nauka życia w harmonii z wszystkim i z niczym. To praca zgodna ze swoimi umiejętnościami, zainteresowaniami, wykonywana z chęcią. To przyjazne rozmowy, kontakty z ludźmi. To odnalezienie swego miejsca, powołania, sensu życia. To zaniknięcie pogoni jedynie za zyskiem, za złudnym szczęściem w bogactwie materialnym. Praca nad qi w formie lecącego żurawia sprawia, że wchodzimy w stan ukojenia, oczywiście zgodny z poziomem rozwoju danej jednostki. Nagle pojawia się Teraz, stan ciszy, a przywiązania do wszelkich aspektów przeszłości i pogoń za odległą przyszłością zanikają. U jednych to zachodzi mocniej, u innych słabiej. To wszystko zależy od jednostki. Niesamowite jest to, iż praca nad qi, harmonizowanie jej w swoim ciele, sprawia, iż wszelki zamęt, pęd w stanie stresu zanika. To jak wejście do nieba, do raju. Podczas ćwiczeń w grupie lub samemu, widzę nieraz jak wyzwalają się potężne oczyszczające i zasilające energie w postaci barw i innych form odczuć. Czuję, że warto jest uczyć ludzi tego stylu. Postanawiam dalej udoskonalać się w tych ćwiczeniach, kreacjach ruchu. W trakcie ćwiczeń w grupie wyczuwam czasem obecność inteligencji kosmicznych obserwujących ćwiczących z zaciekawieniem. Ćwiczenie qigong to nauka odczuwania energii i kierowania jej odpowiednio do różnych miejsc. To proces oczyszczania nie tylko ciała fizycznego, ale i uspokajania toku emocji i myśli. Przez niektórych jest on wykorzystywany do osiągnięcia stanu poczucia czystej energii bez formy, stanu oświecenia, Buddy. To wyzwalanie wokół siebie takich wibracji energetycznych, które rezonując z otoczeniem, z sytuacjami życiowymi wytwarzają zdarzenia ukierunkowujące daną jednostkę na ten stan zrozumienia, nirwany. Wszystko dzieje się tak jak powinno. Pewne sytuacje kryzysowe, zupełnie inne spojrzenie różnych osób uzmysławiają mi, że nie ma dobra i zła. To wszystko ułuda, iluzja. Wszelkie ideały, najpiękniejsze rzeczy w mym umyśle są nieraz widoczne przez innych jako coś najgorszego, złego. Miłość do Boga, jakakolwiek forma religii z jednej strony uznawana za szczyt, ideał życia, jednak w innym aspekcie rzeczywistości postrzegana jako przyczyna zniewolenia, niewiedzy, walki z sobą. Miłość do ojczyzny, honor, szczytny ideał, obrona bliźnich, a z drugiej strony przelewanie krwi, zabijanie innych ludzi, sianie lęku, strachu, zamętu. Idealizowana miłość jedynie do jednej kobiety ofiarowana do końca życia, bycie tylko z nią, w innym aspekcie jest niewolą, zazdrością, wzajemnym ograniczaniem się, wewnętrznym skłóceniem. Cokolwiek byśmy robili, jest dobrem i złem, jest tym najlepszym i najgorszym. Ale tak naprawdę niczym. To wielka ułuda, maja. Jakiekolwiek analizowanie, krytykowanie rzeczywistości, zdarzeń, postępowań osób jest w gruncie rzeczy skazaniem siebie na ułudę, na subiektywny obraz rzeczywistości, a więc na coś, czego tak naprawdę nie ma. To był dla mnie szok. Przecież wcześniej o tym wiedziałem, no, ale zdarzenia starają się coraz bardziej mi to uświadomić, nie tylko w formie wiedzy teoretycznej, ale i w formie praktycznej. Zaczynam trochę inaczej patrzeć na świat. Teraz to staje się jasne, że wszechświat jest czystą energią, która krystalizuje się na różne możliwe sposoby i to zgodnie z naszymi zamierzeniami, poglądami. A więc nie widzimy tego, co jest, lecz to, czego nie chcemy, lub chcemy żeby było. W tym olbrzymim stanie szoku, skoku kwantowego, zdezorientowania uzmysławiam sobie, iż w każdym zdarzeniu można zobaczyć jego przeciwieństwo. Ze wszystkiego można zrobić odwrotność, co świadczy o naturze iluzji wszechświata. Mało tego, czas i przestrzeń również zanika. To również maja. Bo przecież gdziekolwiek byśmy byli, zawsze możemy się przenieść myślami w inne rejony wszechświata i odczuwać tamtejsze struktury energetyczne. I tak na przykład można medytować we własnym pokoju, jak również równolegle w dowolnie wybranym miejscu mocy. Można tego dokonać w wyobraźni. To naprawdę działa. Mało tego, można przenieść się w czasie do dowolnej sytuacji życiowej, kiedy to miały miejsce gwałtowne zmiany. I to w tym celu, by natrafić na zakrzywienie czasoprzestrzeni, a zarazem znaleźć się w sytuacji dającej ogromne możliwości. A są one przeróżne, zależne od naszych zapotrzebowań. Jedni mogą doznać oświecenia, poznać iluzję natury rzeczywistości, a inni otworzyć na szeroką wiedzę z wielkiego banku informacyjnego wszechświata. Jeśli w każdym momencie życia można swoją świadomością przenieść się do przeszłości, a nawet przyszłości, jeśli w każdym miejscu można przenieść się do dowolnego wybranego przez siebie miejsca, to wtedy możemy sobie uzmysłowić, że w każdym punkcie czasoprzestrzeni jest wszystko i nic. A więc, na co ten wielki pęd, przywiązania, emocje, strach przed czymkolwiek? Ważne jest to, że po prostu jesteśmy. Świadomość. Wu wei.
21.03.2004
Nagle zaczynam sobie uzmysławiać siedzący we mnie ukryty, trudno dający się zauważyć smutek. Skąd on pochodzi? Nie wiadomo. A może jakoś do przyczyny dojdziemy. Spróbujmy. Skąd ten brak spontaniczności, radości, euforii, która zazwyczaj przejawia się w moim życiu. Jest we mnie spokój, większe opanowanie, zrównoważenie energetyczne (działanie qigong), no, ale gdzie jest ten uśmiech na twarzy? Dlaczego jego nie ma? Chyba jednak wiem, o co chodzi? Trzeba po prostu być sobą. Nie kimś innym, nie swoim guru, nauczycielem, rodzicem, księdzem, papieżem, Buddą, lecz sobą. Gdy próbujesz naśladować kogoś, upodobnić się, wówczas żyjesz jedynie fikcją, wyobrażeniem i stoisz w miejscu. Bo tak naprawdę wiedzę osób, z którymi się stykamy, nawet będących dla Nas wielkimi autorytetami, nie odbieramy obiektywnie, nie odbieramy taką, jaka w swej istocie jest. Ich doświadczeń życiowych, zrozumienia, nie można ot tak sobie przywłaszczyć, bez ich transformacji na swój własny sposób postrzegania rzeczywistości. Próba bycia kimś innym jest tak naprawdę byciem nikim. To bycie z fikcją w fikcji. To jest prawdziwa iluzja, maja, a nie jakieś zdarzenia, które wokół nas się toczą, czy inne zjawiska. One istnieją naprawdę, lecz my ich zazwyczaj nie obserwujemy czystym umysłem, ale żyjemy w świecie wyobr |